PMP Pro Audio

historia

W tej zakładce przedstawiam dość długą  historię  firmy, która oficjalnie zadebiutowała na rynku w roku 1992. Wcześniej elektroakustyka była tylko moim hobby, które łączyłem z pracą zawodową w różnych „państwowych” instytucjach, ale w momencie transformacji ustrojowej  uznałem, że czas przejść na swoje i zarejestrowałem jednoosobową działalność gospodarczą jako PMP ELECTRONICS. Jednak pierwszą kolumnę głośnikową wykonałem własnoręcznie już w roku 1978 i była to pokazana na zdjęciu 4-ro głośnikowa paczka gitarowa,  która z założenia miała współpracować z głową, wykonaną dla mnie przez Heńka Wójcika – elektronika, który w dawnych czasach konstruował  m.innymi piece lampowe, choć ta głowa to był dość prosty „tranzystor”. Gdyby ktoś był ciekaw, co to za nazwa, ten AMPAG, to szczerze powiem, że pojęcia nie mam :)).  Po prostu skądś miałem taką ładną tabliczkę, więc ją wykorzystałem i tak samo nazwałem głowę. Jakiś czas później dowiedziałem się o istnieniu pewnej firmy z branży audio, której nazwa różni się tylko jedną literką… Co ciekawe, ktoś na przełomie wieków poinformował mnie, że widział ten mój pierwszy produkt  grający w jednym z klubów w W-wie i o ile dobrze pamiętam, była to słynna Karuzela na Bemowie. Pani słabo widoczna na fotografii sprzed 36  lat  towarzyszy mi do dziś, wykazując czasem anielską cierpliwość :

pierwsza paczka pmp

W  tamtych czasach miałem jeszcze blade pojęcie o elektronice estradowej,  ale za to wydawało mi się, że zostanę gitarzystą :

gitarullo

Gdy zrozumiałem, że są zdolniejsi ode mnie (w tym kilku kolegów), pomyślałem sobie, że spróbuję swoich sił w elektroakustyce, bo z prądem miałem do czynienia  na co dzień w pracy,  a słyszałem też nie najgorzej, co zapewne odziedziczyłem w genach. W miejscu w którym pracowałem, dostępna była w dużych ilościach prasa z całego świata i kiedyś przypadkowo wpadł mi w ręce kolorowy, ładnie wydany prospekt amerykańskiej f-my Carvin:

Carvin skomprMam go zresztą do dziś, podobnie jak te z kolejnych lat, które firma przysyłała mi na moją prośbę wielokrotnie, choć pewnie zdawała sobie sprawę, że raczej mało prawdopodobne jest, że coś u nich kupię. A jednak udało mi się namówić pewnego kolegę basistę na wzmacniacz i głośniki, choć jak się potem okazało,  koszt transportu i cła przewyższył wartość zamówienia. Przy okazji pozdrawiam pana Neala Taylora z firmy Carvin, bo całkiem niedawno dowiedziałem się przypadkowo, że nadal tam pracuje.

Neal Taylor

Bardzo spodobała mi się prezentowana tam aparatura  i to był chyba ten moment, który zadecydował o wyborze mojej drogi zawodowej.  Dodam jeszcze, że Carvin „zainspirował” mnie również tym, że prowadził bezpośrednią, „detaliczną” sprzedaż swoich wyrobów, dzięki czemu nabywcy mogli unikać narzutów sklepowych.

Miałem wówczas kolegę elektronika, z którym na początku lat 80 opracowaliśmy pierwsze wzmacniacze gitarowe, sygnowane logo „Peba”.

historia3_newJeden z takich wzmacniaczy nabyła zaprzyjaźniona kapela blues-rockowa Tehas i wykorzystała go na festiwalu w Jarocinie w 1987r. Jako ciekawostkę dodam, że nagrodę dla najlepszego instrumentalisty festiwalu otrzymał wówczas gitarzysta tego zespołu, Paweł Szymanek, który nadal udziela się muzycznie, choć raczej „solo”

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=LQKMp35utdo

peba bass comboJednak kapela Tehas wykorzystywała mój wzmacniacz basowy, o rzadko spotykanych w tamtych czasach parametrach. Wyposażyłem go w podwójny filtr parametryczny, compressor, podwójny foot-switch (odłączający blok filtrów parametrycznych i comp), a dodatkowo posiadał zbalansowane wyjście liniowe, pętlę efektów, filtr p-zakłóceniowy i  końcowkę o mocy 200W RMS.  Oferowałem go jako head w standardzie rack 19″ oraz jako kombo. Mutacją tego wzmacniacza był w późniejszym okresie kolejny model o nazwie Pulsar pro-bass, rewelacyjnie oceniony przez legendę polskiej gitary basowej, Krzysztofa Ścierańskiego

Kapela Tehas grała jeszcze na przełomie wieków (choć już bez Pawła), m.innymi jako support na koncertach Erica Burdona i J.Mayalla, a jej basista, Wojtek Pietraszewski, nadal używał tego pieca i z tego co wiem, dopiero 2 czy 3 lata temu zakończył się jego żywot. Na zdjęciu koncert Tehasa w Sali Kongresowej (przed występem E.Burdona) a na dołączonym linku wideo z tego okresu :

http://www.youtube.com/watch?v=qJDfaMNeGVM

impr8 wzm gitarowe

W połowie lat 90 -tych  firma zaczęła zamieszczać pierwsze,  skromne reklamy w prasie muzycznej, pojawiły się również  artykuły o PMP w prasie branżowej.  Jednak dość szybko zrezygnowałem z reklamowania swojej działalności, bo okazało się, że większość klientów trafia do mnie z polecenia tych, którzy już stali się posiadaczami mojego sprzętu. Poza tym, „nagabywały” mnie różne sklepy, a ja od początku postanowiłem, że nie będę współpracował z siecią handlową.

Minolta DSC Minolta DSC

W tamtych czasach przez siedzibę firmy przewinęło się wielu artystów z czołówki polskiej estrady. Mogę tutaj wymienić np. znanych muzyków jazzowych : Krzysztofa Wolińskiego, Krzysztofa Ścierańskiego, Krzysztofa Barcika, Piotra Rodowicza, Wojciecha „Malinę” Kowalewskiego, Henryka Albera , ale również przedstawicieli zupełnie innej muzy, jak np. Piotra Mohameda, lidera kapeli Sweet Noise, dla której wykonałem sprzęt odsłuchowy na próby i paczki 2 x 15″ dla basisty.
Gościł u mnie także Zbigniew Hołdys w czasach, gdy prowadził jeszcze sklep muzyczny i podobnie jak ja,  jeździł Polonezem :)).  Miło mi było również wielokrotnie spotykać się z członkami pierwszego składu zespołu występującego w popularnym programie „Jaka to melodia” którzy również nabyli moje nagłośnienie. Oczywiście trafiali również do firmy redaktorzy pism muzycznych, zaintrygowani pojawieniem się  nowej firmy, jak choćby pan Janusz Popławski, ówczesny szef pisma Gitara i Bas.  Zawodowcy tym różnią się od amatorów, że dla nich niekoniecznie największą rolę odgrywa popularne logo na sprzęcie, który wykorzystują. Dzięki takiemu podejściu  wciąż  mogą egzystować mali producenci, choćby tacy jak PMP.

Już w drugim roku działalności   „podłączyłem się” pod Jarocin ( jak to określił jego szef, łaskawie zgadzając się na moją inicjatywę), jako fundator nagrody dla najlepszego gitarzysty festiwalu  i jury złożone m.innymi z Kuby Wojewódzkiego, Jarka Janiszewskiego, Muńka Staszczyka i o ile sobie przypominam gitarzysty kapeli IRA, Piotra Łukaszewskiego, przyznało to wyróżnienie muzykowi zespołu Goliat, którego nazwiska niestety nie pamiętam.  Pamiętam jednak awanturę na małej scenie (bo stałem na niej wraz z Kubą  i Jarkiem, którzy prowadzili tam konferansjerkę), która zakończyła się jej kompletną demolką i jak się potem okazało, była to ostatnia edycja festiwalu przed długoletnią przerwą. Najbardziej poszkodowaną materialnie okazała się jednak firma nagłośnieniowa, bo sprzęt nie był ubezpieczony, a dzicz rozbiła większość aparatury w drobny mak.

Jarocin skompr

„Prywatnie ” w Jarocinie byłem jednak po raz pierwszy w roku 1984, kiedy to zadebiutowała m.innymi Siekiera,  bo muzyką aktywnie  interesowałem się już na początku szkoły średniej. Co ciekawe, potem okazało się, że wiele edycji tego festiwalu nagłaśniał pan  Ludwik Cękalski, właściciel największej w owych czasach aparatury nagłośnieniowej  w Polsce, który był moim sąsiadem na osiedlu, na którym mieszkałem jako dziecko i młodzian, będąc wówczas jeszcze zupełnie poza branżą.

Jednak już w 1976 roku stałem się szczęśliwym posiadaczem klasycznej gitary firmy Musima, którą mam do dziś i bardzo  ją sobie chwalę. Kosztowała tysiąc zł. więcej, niż wynosiła  moja pierwsza pensja i tylko wyjątkowemu szczęściu zawdzięczałem, że udało mi się ją „upolować” w sklepie muzycznym na ulicy Andersa (dawniej Nowotki).

musima gwarancjamusima paragon

Jakieś 10 lat później wzbogaciłem się o japońskiego Fendera, którego też się nie pozbyłem i dzięki temu mogę sobie czasem na nim pograć, bo trzyma się całkiem nieźle, podobnie jak Musima:

Dwie stare gitary   długo go szukałem

Kiedy powstawała firma PMP, podstawowym problemem było zdobycie dobrego głośnika – klasowe wyroby zachodnie nie były jeszcze powszechnie dostępne, albo ich ceny przekraczały możliwości przeciętnego odbiorcy. Logicznym, choć karkołomnym pomysłem, było więc wdrożenie produkcji własnych głośników. Szczęśliwym zrządzeniem losu poznałem wtedy człowieka równie jak ja „zakręconego” na punkcie akustyki, który samodzielnie opracował technologię produkcji membran głośnikowych i innych podzespołów, składających się na  układ drgający głośnika. Wspólnymi siłami zostały wykonane matryce (formy do tłoczenia) kilkunastu modeli membran, zawieszeń etc. Opracowane zostały (tj. wykonane od podstaw wg. własnych projektów),  modele do odlewania aluminiowych koszy głośnikowych. Powstały wysokiej klasy obwody magnetyczne, oparte na rozwiązaniach technologicznych czołowych firm z branży. Wdrożona została technologia nawijania cewek głośnikowych na trzy sposoby: klasycznie – podwójne uzwojenie jednostronne; z pojedynczym uzwojeniem, ale nawijanym po obu stronach karkasu, oraz najbardziej zaawansowane rozwiązanie: drutem płaskim, „na sztorc”. Spełnione zostały więc wszystkie warunki, aby powstał produkt nie ustępujący wyrobom wiodących firm zachodnich i wiele opinii użytkowników potwierdza, że udało się osiągnąć zamierzone efekty. Przewagą naszych wyrobów było jednak to, że w przeciwieństwie do produkcji przemysłowej, te głośniki były wykonywane jednostkowo, lub w bardzo małych seriach. Pozwalało to na 100% kontrolę techniczną każdego egzemplarza, co w efekcie skutkowało znikomym procentem reklamacji. Więcej o głośnikach PMP tutaj: http://pmpproaudio.pl/oferta/glosnikipmp/

gł skompr

W oparciu o własne przetworniki zacząłem więc projektować i budować w przydomowym garażu kolejne wersje zestawów  głośnikowych, które przez wiele lat, jako jedna z nielicznych firm w Polsce, wyposażałem w aluminiowe kątowniki i stalowe narożniki, zabezpieczające wszystkie ich krawędzie. Było to rozwiązanie drogie, ale wielokrotnie okazywało się, że tak skonstruowane paczki potrafiły przetrwać bardzo wiele:

2x15 + 2 x 10 drukimg0004

Ponieważ firmie zależało na oferowaniu kompletnych systemów nagłaśniających, koniecznością stało się opracowanie wzmacniaczy mocy. Jako pierwsza powstała stereofoniczna końcówka PA 400 – prawdopodobnie  jedyny wówczas produkt krajowy tego typu  wyposażony w trzeci,  niezależny wzmacniacz monitorowy i jedna z pierwszych rodzimych konstrukcji z wbudowanym dwudrożnym crossowerem i optycznym limiterem. Do dziś użytkowane są niektóre egzemplarze tych wzmacniaczy, mimo, że od daty zakupu minęło czasem już 20 lat.

PA 400M

W późniejszym okresie nawiązałem do ‚tradycji” konstruując wzmacniacz PA 500M, również wyposażony w dodatkową końcówkę monitorową, tym razem z trójpasmową regulacją barwy odsłuchu:

SPA 500M

Ponieważ jednak w tamtych czasach moce wzmacniaczy były ograniczone, budowałem również zestawy tubowe, które jak wiadomo, charakteryzuje większa sprawność.  Wykonując obudowy korzystałem  z obrabiarek własnej konstrukcji, m.innym z takiej heblarko-frezerki:

gl003    frezarko-heblarka

Moje wzmacniacze wraz z kompletem kolumn nagłaśniały  np. popularną w latach 90-tych podwarszawską dyskotekę CD, której właściciel przez cały okres jej działalności działalności  nigdy nie skorzystał z licznych ofert innych firm z branży.  Dlaczego ?  No cóż, widocznie nie było takiej potrzeby. Kompletne systemy nagłaśniające nabywały również domy kultury, szkoły i inne instytucje, a dobrym przykładem będzie tutaj Bydgoski Pałac Młodzieży, który zakupił system w roku 2000 i od tamtego czasu, przez 14 lat intensywnego użytkowania uszkodził się JEDEN głośnik wysokotonowy (nie mój), a wszystkie pozostałe  (bodaj 16 sztuk) grają bezawaryjnie do dziś.

Aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić ofertę,  nawiązałem ścisłą współpracę (opartą na długoletniej przyjaźni) z firmą pana Zbigniewa Piechoty z Głowna,  specjalizującą się w produkcji  mikserów. Powstało klika wspólnych opracowań, atrakcyjnych na owe czasy mikserów estradowych.

P1149867

Warto podkreślić, że wszystkie te miksery budowane były w oparciu o niezależne płytki modułów kanałów i sumy, co dziś w sprzęcie „budżetowym” stosuje już praktycznie tylko jedna firma na świecie. No i jeszcze taki drobny szczegół, o którym warto wspomnieć: otóż producent dołączał do zakupionego urządzenia kompletną dokumentację techniczną, łącznie ze schematami ideowymi i  rozrysowanym układem płytek drukowanych. Dlatego nie było kłopotu z ich naprawą nawet w Nigerii, do którego to egzotycznego kraju były przez wiele lat  eksportowane.

mikser od środka

I tak w warunkach „chałupniczych” na małą skalę, wyłącznie na zamówienie, budowane były kolejne, bardziej zaawansowane końcówki mocy, powstawały nowe głośniki i zestawy głośnikowe, a wiele z tych wyrobów  można obejrzeć klikając zakładkę „Galeria” na stronie głównej.

Na początku nowego stulecia firma pojawiła się w internecie za sprawą strony internetowej, której zmodernizowana kilka lat później wersja wyglądała tak  ( zachowało się niestety jedynie „intro” ):

http://web.archive.org/web/20070514004506/http://www.pmp.civ.pl/

Ale po otwarciu naszego rynku muzycznego na świat, sytuacja małych producentów znacznie się pogorszyła, co zresztą przewidziałem wcześniej, choćby w wywiadzie dla pisma Gitara i Bas w 1996r, dostępnym tutaj:

http://pmpproaudio.pl/o-firmie/artykuly-prasowe/

Ponieważ rynek zaczęły zalewać tanie wyroby dalekowschodnie, firma zrezygnowała pod koniec lat 90-tych tych z produkcji swojego niejako „sztandarowego” wyrobu, czyli wzmacniaczy gitarowych. Trochę szkoda, bo opinie zawodowych muzyków o tych urządzeniach  były więcej niż pochlebne. Na zdjęciu poniżej rzadki model komba dwugłośnikowego, oraz ostatni wdrożony do produkcji wzmacniacz gitarowy „Quazar”

dwa wzm

Produkcja wzmacniaczy gitarowych przestała być opłacalna, przy założeniu utrzymania moich standardów jakościowych i brzmieniowych. Nie chciałem w ramach oszczędności i za wszelką cenę oferować piecyków wyposażanych w głośnik typu „compact” na zawieszeniu z pianki i w końcówkę mocy w postaci układu scalonego z radia , który to wyrób  producent  nazywał  wzmacniaczem gitarowym. Taką drogą nie zdecydowałem się pójść, bo nigdy nie interesowała mnie produkcja wyrobów jednorazowego użytku, kupowanych w prezencie na gwiazdkę dziecku, jako alternatywę dla klocków, lub zdalnie sterowanego samochodzika.  Zdecydowanie celowałem w wyższą półkę, co często się udawało, choć nieufność wobec takiego „dziwoląga” w pewnym stopniu jest zrozumiała. Ale gdy kiedyś pożyczyłem sprzęt pewnej dużej firmie nagłośnieniowej  na imprezę w klubie w W-wie, to nawet akustycy tej firmy byli pod wrażeniem, jakiego „kopa” ma ten sprzęt . Bas po prostu „powalał” a co ciekawe, mimo, że było okrutnie głośno na koncercie (dla mnie nie do wytrzymania) to końcówki ani razu nawet się nie zaklipowały.  Na zdjęciu próba zespołu Jamal w klubie Kaktus – rok 2005 i kilka fotek z innych imprez, na których wykorzystywana była aparatura PMP.

Jamal   koncert friso

ŚWIATŁO +DŹWIĘK + BONUS    impr2

Obecnie nie zajmuję się już obsługą imprez, więc uznałem, że nie ma potrzeby poświęcać więcej miejsca na ten etap mojej działalności, który zawsze był jednak trochę marginalny i nigdy nie pretendowałem do roli „poważnej” firmy nagłośnieniowej, choćby dlatego, że raczej trudno prowadzić taką działalność jednoosobowo.

Prędzej czy później musiał nadejść moment, kiedy zrozumiałem, że mała firma, dysponująca jedynie własnym, skromnym kapitałem, nie może skutecznie konkurować z „chińszczyzną” – szczególnie w sytuacji, gdy chciałaby oferować szerszą gamę produktów. Okazało się bowiem, że np. sam koszt podzespołów dla zaawansowanej, „uczciwie” zaprojektowanej końcówki mocy, jest większy, niż cena gotowego wzmacniacza składanego na Dalekim Wschodzie. Też szkoda, bo końcówki mocy niejako przejęły w ofercie PMP rolę wzmacniaczy gitarowych i cieszyły się bardzo dobrą opinią, z uwagi na bezkompromisowe założenia projektowe  i rozwiązania techniczne,  nie mające w pewnych szczegółach odpowiedników w skali nie tylko krajowej.

Myślę, że warto poświęcić im tutaj kilka zdań , bo był to ostatni produkt „elektroniczny” jaki firma oferowała.

Wzmacniacze te posiadały olbrzymi (nawet sześciokrotny) zapas mocy tranzystorów w stosunku do mocy nominalnej, wyposażone były w optyczne limitery (własny układ firmowy), wszystkie rodzaje zabezpieczeń, układ „soft start”, oryginalny moduł dwudrożnego crossovera, symetryczne, zdublowane wejścia, wejściowe filtry high pass i low pass, bezpieczniki topikowe chroniące praktycznie każdy moduł wzmacniacza ( w tym 4 na każdy kanał stopnia mocy),  a także posiadały układ stabilizacji napięcia 12V zasilającego wentylatory i przekaźniki, czego nie spotkałem do tej pory w żadnym firmowym wzmacniaczu. Dzięki temu, te klasyczne, transformatorowe końcówki potrafiły pracować (choć oczywiście ze znacznie mniejszą mocą) nawet przy spadku napięcia sieciowego do 160v, co niejednokrotnie „ratowało” imprezę, bo w tamtych czasach w wielu miejscach naszego pięknego kraju nawet nie można było marzyć o 220V w sieci.  Wykonałem też na zamówienie stempel i matrycę do wyginania blachy aluminiowej o grubości 5mm, z której wykonywane były radiatory i wstawki chłodzące. Konstrukcja obudowy w formie przestrzennej klatki zgrzewanej z kątowników stalowych, umożliwiała doskonały dostęp do każdego podzespołu końcówki, co w znaczący sposób ułatwiało wszystkie czynności serwisowe. Jak widać na fotografiach, wzmacniacze były wyposażone w moduły mocowane na wielowtykach, co do minimum ograniczało plątaninę kabli w obudowie, tak często spotykaną w wyrobach innych firm.

Wyposażałem te końcówki w najlepszy dostępny osprzęt f-my Neutrik, w tym, jako  chyba jedyna firma w Polsce, w złącza sieciowe Powercon, gdy tylko ukazały się na rynku. Stosowałem też wysokiej jakości komponenty elektroniczne, jak choćby tranzystory mocy f-my Motorola w obudowie metalowej TO3. Obwody drukowane wykonywane były z najwyższej jakości laminatu i oczywiście ręcznie lutowane,  przy pomocy „normalnej” cyny, a nie „wynalazków” bezołowiowych, która to technologia obecnie daje się mocno we znaki użytkownikom sprzętu elektronicznego.  Dla zainteresowanych fachowców mogę podać, że np. w końcówce PA 1500 łącznie wykorzystanych było ok. 600 elementów elektronicznych, w tym ok. 260 rezystorów, ok. 90 kondensatorów, 32 elektrolity, prawie 80 diod, bez mała 100 tranzystorów, 6 układów scalonych (podwójnych wzm. operacyjnych) i innych. Łącznie dawało to około 2000 punktów lutowniczych.  Na zdjęciach poniżej kilka przykładów wzmacniaczy mocy PMP, w tym po prawej największy, o mocy nominalnej 2 x 900W RMS, który miał w każdym kanale dwanaście 250-cio watowych tranzystorów mocy i trafo toroidalne 2kW, oraz baterię elektrolitów o łącznej pojemności 80 tys. mikrofaradów. Wszystkie większe końcówki PMP były wyposażane w oddzielne zasilacze dla każdego kanału, a wspólnym elementem był jedynie transformator sieciowy, wykonywane dla firmy na zamówienie. Dzięki opisanym rozwiązaniom technicznym, przy prawidłowej eksploatacji, te wzmacniacze, podobnie jak głośniki PMP, charakteryzowały się wyjątkową niezawodnością i wiele z nich, nawet z początkowego okresu produkcji, nadal jest w użyciu. Moc wszystkich  końcówek  PMP definiowana była jako ciągła moc sinus, czego w dzisiejszych czasach praktycznie się nie spotyka.

Wzmacniaczy  SPA 1800 powstało tylko kilka sztuk i zostały sprzedane na początku stulecia.

SPA 1800 przód

SPA 1200      SPA 1800

końcówki w racku

SPA 1200L - modułyPA 1800

Dziś bardziej niż kiedykolwiek jestem przekonany, że produkty PMP znacząco przewyższały i nadal górują  jakością nad „budżetową” ofertą wielu firm o znanych nazwach, o czym miało się już okazję przekonać wielu  klientów. Uważam, że śmiało można sytuować moje produkty co najmniej w rejonach wyższych stanów średnich, a w przypadku niektórych z nich jest to ekstraklasa i mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa. Od kilku lat  firma skoncentrowała się na udoskonalaniu i poszerzaniu  oferty w zakresie głośników i zestawów głośnikowych i dopóki będzie istniało zainteresowanie na te produkty i o ile zdrowie pozwoli,  nadal będę je „produkować”, czego sobie i Państwu życzę.

Wszystkie nowości  prezentowane będą tutaj:

http://pmpproaudio.pl/oferta/nowe-produkty/

Piotr Peto

20.08.2016

 

Wyświetlenia od Września 2016: 40472    Użytkownicy online: 7