PMP Pro Audio

serwis aparatury

W tej zakładce zawarłem obszerne i mam nadzieję wyczerpujące informacje  o oferowanych w firmie PMP usługach serwisowych.

Przed ewentualnym dostarczeniem sprzętu do naprawy proszę o dokładne zapoznanie się z całością opublikowanego tutaj materiału.

Osoby zainteresowane  głównie naprawami głośników zapraszam tutaj:

http://pmpproaudio.pl/oferta/naprawa-glosnikow/

Uwaga !! Jeśli chodzi o naprawy mikserów sygnowanych logo PMP,  które  w swoim czasie były wytwarzane w kooperacji  z firmą pana Zbigniewa Piechoty z siedzibą w  Głownie, to sugeruję zwracać się  w tej kwestii bezpośrednio do Pana Zbyszka, który mimo przejścia na emeryturę i likwidacji firmy w dalszym ciągu może służyć pomocą w ich ewentualnej naprawie. Oto namiary kontaktowe:

Zbigniew Piechota: tel.kom: 604 874 685

Szanowni Państwo,

Treść tej zakładki nie była zmieniana praktycznie od początku istnienia nowej wersji strony firmowej, więc obecnie postanowiłem ją  nieco „odświeżyć” i zaktualizować. Jest to o tyle istotne, że jeśli chodzi o „elektronikę” produkcji PMP, to już od ponad dekady firma nie oferuje żadnych własnych urządzeń i najnowsze z nich, czyli ostanie końcówki mocy, trafiły do klientów kilkanaście temu, a produkcja wzmacniaczy gitarowych została praktycznie zakończona pod koniec ubiegłego wieku. W związku z powyższym, naprawa starszych urządzeń – choć przeważnie wciąż możliwa – bywa czasem nieopłacalna, co warto brać pod uwagę, kupując te wyroby z drugiej, a czasem i trzeciej ręki. Jeśli zaś chodzi o sprzęt innych firm, to wiele współczesnych, „budżetowych” produktów jest tak kiepskiej jakości, że zazwyczaj bardziej opłaca się kupno nowego urządzenia, niż jego naprawa. Polecam mój artykuł na ten temat, dostępny łącznie z trzema innymi na portalu Infomusic:

https://www.infomusic.pl/poradnik/44677,rynek-producenta-i-dystrybutora-cz-iv-sprzet-bezawaryjny-nie-istnieje-ale-nie-kazdy-oplaca-sie-naprawiac

Napisałem też w swoim czasie artykuł dla MiT o serwisowaniu sprzętu i jest on dostępny tutaj:

http://pmpproaudio.pl/wp-content/uploads/2014/08/serwisowanie-aparatury-01_2008.pdf

Mimo, że ten materiał był opublikowany 10 lat temu, to od tego czasu niewiele się zmieniło, a jeśli już, to raczej na gorsze, szczególnie jeśli chodzi o podejście producentów do kwestii serwisowych.  Oczywiście są chlubne wyjątki, ale czasem warto „hołubić”  starszy sprzęt, bo z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że tak wykonanej aparatury już się współcześnie nie kupi. Oczywiście „stary” nie musi oznaczać „wartościowy” i dlatego przed decyzją o jego ewentualnej naprawie zawsze warto skorzystać z konsultacji fachowca.

Jeśli chodzi o modyfikacje zakładki, to podobnie jak na stronie poświęconej naprawom głośników, na końcu części wstępnej będę co jakiś czas zamieszczał przykłady prac serwisowych, o ile uznam je za ciekawe. W to miejsce można szybko przenieść się przy pomocy wewnętrznego linka:

Przykłady Prac Serwisowych

A teraz informacje podstawowe:

Chciałem wyraźnie podkreślić, że zasady, które obowiązują w moim serwisie, wprowadziłem głównie  w celu  ograniczenia ewentualnych konfliktów i nieporozumień, kierując się niemal trzydziestoletnim doświadczeniem w świadczeniu usług tego typu. Jeśli jednak ktoś nie ma czasu albo ochoty na lekturę całości, może najpierw przewinąć tekst w dół, gdzie pod wytłuszczonym nagłówkiem dokładnie informuję jaki sprzęt naprawiam (zielony kolor nagłówka) a nieco niżej precyzuję, jakim sprzętem w ogóle się nie zajmuję (nagłówek wyróżniony kolorem czerwonym). W to miejsce można również przenieść się od razu, klikając poniższy link:

Serwisuję sprzęt elektroakustyczny w zakresie…

Taka kolejność pozwoli  już na wstępie uniknąć zbędnej korespondencji czy telefonów i zaoszczędzi czas obu stronom. Jeśli jednak posiadany przez państwa sprzęt mieści się w pierwszej „zielonej” grupie, proszę  zapoznać się z poniższymi, bardzo istotnymi  informacjami:

Uwaga!

Niezbędnym warunkiem przyjęcia urządzenia do serwisu firmy PMP  jest wysłanie przez osobę zainteresowaną maila na adres: piotrek@pmpproaudio.pl  który powinien zawierać następujące oświadczenie:

Ja, niżej podpisany oświadczam, że dokładnie zapoznałem się z zasadami dotyczącymi usług serwisowych świadczonych przez firmę PMP ELECTRONICS, które opisane są szczegółowo na stronie firmowej w zakładce Oferta>Serwis Aparatury. Przekazując sprzęt do naprawy akceptuję warunki określone przez firmę PMP i oświadczam, że sprzęt jest moją własnością.

Podpis (imię, nazwisko ), data.

Sugeruję po prostu skopiować powyższą treść i wkleić na początku wiadomości.

Opisana powyżej procedura  dotyczy osób, które nie korzystały jeszcze z usług firmy i może być pominięta w odniesieniu do stałych klientów.

W dalszej części maila należy jak najdokładniej opisać problem, dołączyć zdjęcia uszkodzonego sprzętu i jeśli to możliwe, dane dotyczące daty produkcji (nr.fabryczny). Jeśli chodzi o sprzęt wyprodukowany przez PMP, to podanie tych danych jest konieczne  w celu weryfikacji historii ewentualnych napraw, bo prowadzę archiwum serwisowe, a także dysponuję listą osób, które zakupiły mój sprzęt, praktycznie od początku działalności firmy. Jeśli chodzi o zestawy głośnikowe, to na tabliczce znamionowej umieszczonej obok gniazd wejściowych zawsze był ręcznie wpisywany miesiąc i rok produkcji, np. 12/1998. Jeśli chodzi o końcówki mocy, to oznaczane były podobnie, z tym, że dodatkowo był wpisywany kolejny numer urządzenia z danego roku, czyli np. 08/11/2001.

Wszelkie rozmowy telefoniczne dotyczące konkretnej usługi serwisowej  nie mają dla mnie charakteru wiążącego i powinny być traktowane wyłącznie jako wstępna informacja dla obu stron. Dotyczy to również terminu dostarczenia sprzętu do naprawy i każdy klient w trakcie pierwszego kontaktu telefonicznego jest informowany o konieczności przejścia mailowej  procedury zgłoszeniowej opisanej powyżej.

Ponieważ dość często zdarzały się w mojej praktyce sytuacje, gdy klienci przywozili sprzęt do serwisu  z prośbą o jego sprawdzenie „od ręki” i bywało, że poświęcałem na takie czynności kilka godzin, a następnie sprzęt był zabierany i klient uważał, że wystarczy w tej sytuacji powiedzieć „dziękuję”, gdy np. nie wykonałem „fizycznie” żadnej naprawy, oświadczam już na wstępie, że wszelkie tego typu czynności są w moim warsztacie płatne, podobnie jak usługi doradcze.  Tak więc jeśli nie wchodzą w grę koszty materiałowe, cena za usługi tego typu jest kalkulowana według stawki godzinowej.

Ponieważ „obłożenie” pracą w moim warsztacie zmienia się dynamicznie, ustalenia w kwestii możliwości i terminów napraw są dla mnie wiążące jedynie w terminie kilku dni od nawiązania korespondencji w konkretnej sprawie i podjętych w jej trakcie ustaleń.  Piszę o tym dlatego, że zdarza się tak, że dana osoba kontaktuje się w sprawie usługi serwisowej i potem nic się w tej kwestii nie dzieje, a następnie, czasem po kilku tygodniach czy nawet miesiącach temat wraca i klient oczekuje, że wcześniejsze  uzgodnienia będą nadal  aktualne, a często jest to niemożliwe z wielu powodów.

Jeśli mimo ustalenia terminu klient się u mnie nie pojawi, lub nie dostarczy sprzętu w inny sposób, tak jak było to uzgodnione,  sugeruję  poszukać sobie innego fachowca i nie zawracać mi więcej głowy. W przypadku wielokrotnego powtórzenia się takiej sytuacji,  definitywnie wykluczam możliwość przyjęcia sprzętu do serwisu i dotyczy to zarówno sprzętu PMP, jak i innych firm.

W sytuacji, gdy sprzęt PMP (i inny „firmowy”) naprawiany był (przerabiany) przez osoby trzecie i różnych pseudofachowców, zazwyczaj nie podejmuję się jego serwisowania, gdyż z doświadczenia wiem, że takie naprawy są o wiele bardziej pracochłonne, a w przypadku starego sprzętu ich koszt może być większy, niż jego wartość rynkowa.

Zwracam uwagę, że na karcie gwarancyjnej PMP dołączanej do każdego wyrobu umieszczona jest wyraźna adnotacja o tym, że firma zaleca dokonywanie wszelkich napraw (gwarancyjnych i pogwarancyjnych) wyłącznie w firmowym serwisie. Przy okazji informuję, że nie udostępniam osobom trzecim żadnych schematów elektrycznych urządzeń PMP, a w szczególności dotyczy  to końcówek mocy, których wiele rozwiązań ma unikalny charakter i nie mam żadnego interesu w tym, żeby rozpowszechniać je publicznie.

Moja przewaga, wynikająca z wieloletniego doświadczenia polega również na tym, że  znając już dany produkt czy firmę, potrafię z góry uprzedzić, że naprawianie go mija się z celem i może jedynie generować niepotrzebne koszty. Tak więc zazwyczaj nie próbuję  „walczyć” z jakąś usterką za wszelką cenę, tylko po to, żeby udowodnić komuś, że potrafię. Z przyjemnością „pozwalam” wykazać się innym. Podobną zasadę przyjąłem w odniesieniu do niektorych producentów i jeśli sprzęt z tej listy ktoś chciałby u mnie naprawić, od razu informuję, że nie ma takiej możlwości.

W praktyce serwisowej niestety zdarzają się czasem sytuacje konfliktowe, prowokowane przez „niestandardowe” zachowania zleceniodawców usługi, jak np. nieodbieranie naprawionego sprzętu  przez dłuższy czas – bywa, że przez kilka lat. Informuję więc, że w takim wypadku naliczam dodatkowo 1 zł (jeden złoty) za każdy dzień przechowywania dostarczonej do serwisu aparatury i kwota ta będzie doliczana do  kosztów naprawy po upłynięciu 1 miesięca  od umówionego terminu odbioru sprzętu z serwisu. Przypominam również, że zgodnie z art. 174 Kodeksu Cywilnego, posiadacz rzeczy ruchomej nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada rzecz nieprzerwanie od lat trzech, jako posiadacz samoistny. Inaczej mówiąc, po upływie 3 lat od momentu dostarczenia sprzętu do serwisu, klient traci prawo do domagania się jego zwrotu.

Jeśli chodzi o inne niż osobiste dostarczenie sprzętu do naprawy i następnie jego odbiór, to klient załatwia przesyłkę kurierską w obie strony we własnym zakresie i na własny koszt, informując mnie o terminie przyjazdu kuriera. PMP nie ma podpisanej umowy z żadną firmą kurierską, więc pozostawia jej wybór klientowi.

Jednak z doświadczenia wiem, że wysyłanie aparatury spedycją czasem skutkuje uszkodzeniami mechanicznymi w transporcie, co w konsekwencji prowadzić może do sporów w kwestii  odpowiedzialności za takie uszkodzenia.   Dlatego zawsze sugeruję, aby klient dostarczył sprzęt osobiście, albo chociaż osobiście go odebrał, bo jeszcze gorsza sytuacja jest wówczas, gdy uszkodzeniu w transporcie ulegnie sprzęt już naprawiony.

Z powodu kłopotów z kręgosłupem i zakazu dźwigania uprzedzam, że nie wysyłam ani nie odbieram od spedytorów ciężkiej aparatury, w rodzaju większych kolumn głośnikowych, czy całych racków ze wzmacniaczami.

Informuję, że poza bardzo nielicznymi wyjątkami, nie wykonuję żadnych napraw „od ręki”,  ani nie diagnozuję usterek w tym trybie.  Dotyczy to zarówno sprzętu własnego, jak i innych producentów.  Po dostarczeniu urządzenia do serwisu klient otrzymuje w ciągu kilku dni informację odnośnie rodzaju uszkodzenia, wraz z szacunkowym kosztem naprawy i terminem jej wykonania.  Oczywiście jestem w stanie w obecności klienta ustalić np, czy uszkodzony jest głośnik, czy wzmacniacz, albo od ręki wymienić  uszkodzony wtyk czy kabel, ale inne awarie wymagają często skomplikowanej diagnostyki, za którą również pobieram opłatę – w tym przypadku wg stawki godzinowej, o ile klient nie zdecyduje się na naprawę. Jeśli chodzi o czas oczekiwania na wykonanie usługi serwisowej, to  często jest on krótszy niż w niejednym serwisie firmowym, również dlatego, że staram się nie przyjmować sprzętu w sytuacji, gdy wiem, że terminy mogą być mocno odległe, np. z powodu spiętrzenia prac.

Ceny na usługi serwisowe są każdorazowo, indywidualnie negocjowane i w niektórych wypadkach pobieram na rzecz naprawy zaliczkę, np. w sytuacji konieczności nabycia kompletu lamp do pieca gitarowego, albo wymiany kosztownych podzespołów, w rodzaju transformatora sieciowego lub innych elementów elektronicznych, których nie posiadam „na stanie”.

Oczywiście nie mogę na odległość dokonać  wyceny kosztów usługi, nie mając urządzenia na warsztacie. Jednak zawsze trzeba brać pod uwagę fakt, że oprócz kosztów podzespołów, liczy się przede wszystkim czas, który trzeba poświęcić na naprawę i głównie z tego powodu „reanimacja” wielu produktów  jest nieopłacalna – zarówno współczesnych, jak i starszej daty.

To tyle, jeśli chodzi o ogólne zasady i tryb pracy serwisu firmy PMP, a poniżej zawarłem bardziej szczegółowe informacje dla osób,  które nadal będą zainteresowane moją ofertą.

Piotr Peto

——————————————————————————————-

Serwisuję sprzęt elektroakustyczny w zakresie wymienionym poniżej:

1. Naprawy wszelkiego rodzaju wzmacniaczy (końcówek) mocy, w tym z zasilaczami impulsowymi i w różnych klasach (AB, H, D), choć z pewnymi wyjątkami.  Do tej grupy wyrobów można również zaliczyć moduły stosowane w nowszych modelach paczek aktywnych, których naprawy często są bardzo problematyczne i nie podejmują się ich nawet firmowe serwisy, a jeśli nawet, to proponują zazwyczaj wymianę całych modułów, co bywa bardzo kosztowne i stawia pod znakiem zapytania sens takich działań z punktu widzenia opłacalności naprawy.

2. Naprawy wzmacniaczy instrumentalnych (gitarowych, basowych), typu Combo i Head, w tym również lampowych. Jeśli chodzi o wzmacniacze lampowe, to chciałbym zwrócić szczególną uwagę na  praktykowaną przez ich właścicieli samodzielną wymianę lamp, co jest szczególnie nierozsądne w przypadku nieprawidłowej pracy wzmacniacza z powodu uszkodzeń innych, niż starzenie się i awarie samych lamp. Dlatego w przypadku nieprawidłowej pracy wzmacniacza lampowego zaleca się jego dokładne sprawdzenie w serwisie, a dopiero końcowym etapem powinna być ewentualna wymiana lamp i  dobranie właściwych punktów ich pracy (bias). Warto wiedzieć, że lampy różnych producentów, mimo tych samych oznaczeń, potrafią różnić się parametrami, wiec należy zachować dużą ostrożność przy zamianie „oryginałów” na wyroby innej marki.

3. Naprawy mikserów (analogowych)  i powermikserów, również z modułami wzmacniaczy cyfrowych, przy czym w przypadku tych ostatnich sytuacja wygląda podobnie jak z końcówkami –  niektórzy producenci konstruują je tak, jakby kwestie serwisowe zupełnie ich nie interesowały.

——————————–

Nie naprawiam m.innymi:

Syntezatorów, mikrofonów, mikrofonowych zestawów bezprzewodowych, sterowników świateł i generalnie sprzętu oświetleniowego, odtwarzaczy audio (CD, DVD, gramofonów, magnetofonów itp), sprzętu radiowęzłowego, żadnej domowej aparatury Hi-Fi (wzmacniaczy, amplitunerów, głośników itp),  sprzętu samochodowego (w tym również głośników), oraz innych wyrobów, nie mających związku z estradową techniką nagłośnieniową.

Oprócz grup wymienionych powyżej, nie zajmuję się naprawami sprzętu niefirmowego, czyli wyrobami mniej lub bardziej zaawansowanych majsterkowiczów, niezależnie od tego, jakiego rodzaju jest to aparatura i jaką klasę reprezentuje, zdaniem jej właściciela.

W zasadzie, poza sytuacjami wyjątkowymi, nie naprawiam sprzętu  producentów krajowych.

To moje działanie z premedytacją, gdyż doskonale zdaję sobie sprawę, jak niektóre firmy podchodzą do kwestii napraw własnego sprzętu. Nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałbym wyręczać innych producentów w kwestii serwisowania ich własnych wyrobów, ani tym bardziej nie mam żadnych motywacji do tego, aby męczyć się z różnego rodzaju „wynalazkami”, za które ktoś kiedyś wziął pieniądze i „umywa ręce”.  Z praktyki wiem, że niektóre firmy w ogóle odmawiają usług tego typu, np. w sytuacji, gdy dany wyrób nie jest już produkowany, albo gdy są jedynie pośrednikiem między przysłowiowym „Chińczykiem” a odbiorcą krajowym.

Kilka uwag natury ogólnej pod rozwagę:

Ponieważ wyrobów niektórych firm w zasadzie nie opłaca się naprawiać, bo są to często produkty projektowane i wykonane tak, żeby służyły do pierwszej awarii, więc w takim przypadku zazwyczaj korzystniej wypada zakup nowego, choć oczywiście niekoniecznie tej samej firmy. To sytuacja analogiczna jak w przypadku głośników,  warto więc brać ten aspekt pod uwagę przy planowaniu zakupów aparatury. Jeśli ktoś chciałby skorzystać z moich doświadczeń, zanim podejmie decyzję o zainwestowaniu często niemałych pieniędzy, zapraszam tutaj:

http://pmpproaudio.pl/oferta/doradztwo/

Współczesna aparatura   bywa w wielu przypadkach o wiele bardziej awaryjna, niż ta z czasów  minionych. Wystarczyło, że wprowadzono dyrektywę ROHS w zakresie zakazu używania cyny z zawartością ołowiu i to spowodowało ogromny wzrost awaryjności połączeń obwodów drukowanych. W efekcie trafiają do mnie sprzęty, w których elementy elektroniczne z płytek  można wyjmować palcami, bez użycia lutownicy i w takim przypadku w  zasadzie wszystkie pola lutownicze należy „profilaktycznie” powtórnie przelutować, co bywa bardzo pracochłonne. Warto wiedzieć, że na tak wykonany sprzęt (a to dziś absolutny standard i wymóg UE), fatalnie działają również niskie temperatury i czas, więc żartobliwie można powiedzieć, że nie są to wyroby przystosowane do naszego klimatu, a ich żywot często ograniczony jest do okresu trwania gwarancji, a potem klient może liczyć już raczej tylko na „lut szczęścia”. Można śmiało przyjąć, że co najmniej połowa awarii współcześnie produkowanego i sprzedawanego sprzętu spowodowana jest właśnie problemami „zimnych lutów”, a usunięcie takiej usterki bywa bardzo kłopotliwe, z czego doskonale zdają sobie sprawę serwisanci. Druga grupa sprawiających największe problemy uszkodzeń wynika z coraz powszechniejszego stosowania beztransformatorowych zasilaczy impulsowych, o których niektórzy fachowcy powiadają, że „usterkowość” mają niejako wpisaną w zasadę swojego działania i jeśli chodzi o moje doświadczenia, to całkowicie zgadzam się z tą opinią.

Opisane przykładowo uszkodzenia  dotyczą wyrobów z każdej półki jakościowej i cenowej, tak więc dobra renoma producenta nie oznacza jeszcze, że taki sprzęt będzie pracował bezawaryjnie. W dzisiejszych czasach taka aparatura nie istnieje i wszystko wskazuje na to, że również w branży audio  sytuacja zmienia się tylko na gorsze. Jednak prawdziwy problem polega na tym, że współczesne, często bardzo „wyżyłowane” pod względem parametrów urządzenia są na tyle skomplikowane, że nie opłaca się ich naprawiać nawet w firmowych serwisach, których rola często ogranicza się do wymiany modułów, co oczywiście generuje ogromne koszty i drenuje kieszenie klientów.

PRZYKŁADY PRAC SERWISOWYCH

Końcówka mocy PMP PA 400 plus

08.09.2017

Jak wspomniałem w części wstępnej, w związku z dużą popularnością zakładki poświęconej serwisowaniu głośników i demonstrowanych w niej przykładach prac serwisowych,  postanowiłem pokazywać również od czasu do czasu ciekawsze przykłady innych napraw sprzętu elektroakustycznego, które przeprowadzam w moim warsztacie. Zacznę od ciekawostki, czyli od własnego wzmacniacza mocy, pierwszego urządzenia tego typu, jakie opracowała firma PMP na początku lat 90. Co prawda poświęciłem końcówkom PMP sporo miejsca w zakładce „historia”, ale pomyślałem sobie, że nie zaszkodzi zaprezentować bliżej w tym miejscu jeden z pierwszych wzmacniaczy mocy z logo PMP ELECTRONICS. Końcówki PA 400 i PA 400 plus były pierwszymi wzmacniaczami wytwarzanymi w firmie „seryjnie” choć to określenie nie bez powodu zostało wzięte w cudzysłów. Wersja PA 400 plus była dość oryginalną konstrukcją, bo oprócz dwóch standardowych kanałów o mocy 200W/4Ohm każdy, posiadała wbudowany wzmacniacz monitorowy o mocy 50W/8 Ohm (60W/4Ohm). I proszę mi wierzyć, że kapele „chałturnicze” bardzo sobie chwaliły to rozwiązanie, które po wielu latach zostało powtórzone we wzmacniaczu o symbolu SPA 500M, gdzie kanał monitorowy zyskał dodatkowo potrójną korekcję barwy i zupełnie inną końcówkę, tym razem już z limiterem, podobnie jak sekcja stereo.

Oczywiście wszystkie trzy  kanały wzmacniacza PA 400 plus posiadały oddzielne zasilacze, a wspólny był tylko transformator sieciowy. Dzięki takiemu rozwiązaniu, ewentualna awaria dowolnego kanału nie miała żadnego wpływu na pracę pozostałych.

Ciekawostką może być fakt, że płytkę od modułu końcówki monitorowej wykorzystuję od ponad 20 lat jako wzmacniacz „pomiarowy” w mojej pracowni i w tej roli spisuje się doskonale, choćby dlatego, że wyposażyłem go w kilka dodatkowych funkcji, służących np. do pomiaru głośników. Bez żadnego spadku  pracuje w pełnym paśmie akustycznym 20Hz-20kHz, posiada zabezpieczenie p-zwarciowe, temperaturowe, opóźnione załączenie wyjścia głośnikowego i zmontowany został na prototypowym chassis, które jest jednocześnie radiatorem.  Mimo, że urządzenie posiadało już nawet opisy sitodrukowe i miało być oferowane oddzielnie, nigdy nie zostało wdrożone do produkcji jako samodzielny wzmacniacz.  No ale to taka dygresja, a teraz kontynuuję opis końcówki:

Każdy kanał stereofoniczny wzmaniczy z serii PA 400 posiadał odłączalny, dwudrożny crossower, co pozwało np. zasilać z jednek końcówki jedną stronę aktywnego systemu bi-amp, a  przy wykorzystaniu kanału monitorowego i użyciu dodatkowego, zewnętrznego crossowera aktywnego, można było nawet pokusić się o skonfigurowanie pełnego systemu trójdrożnego. Jeden z klientów wykorzystał możliwość pracy w trybie bi-amp do zasilenia dwudrożnego zestawu do gitary basowej i z tego co mówił, bardzo dobrze sprawdziło się to w praktyce.

Nieco później ta końcówka została wyposażona również w opracowany przez firmę we własnym zakresie układ optycznego limitera, stosowany potem praktycznie we wszystkich wzmacniaczach mocy PMP. Pierwsza końcowka PMP nie posiadała wentylatorów, gdyż skuteczne chłodzenie stopni mocy zapewniały masywne radiatory umieszczone po obu stronach obudowy i będące jej elementem konstrukcyjnym. Dzięki temu wnętrze wzmacniacza zazwyczaj było o wiele bardziej czyste niż wersji z wymuszonym chłodzeniem, a warto wiedzieć, że brud też potrafi całkiem „skutecznie” uszkodzić każdą końcówkę. Nie bez znaczenia był również fakt, że dzięki chłodzeniu pasywnemu końcówkę można było nawet używać w studio, gdzie wzmacniacze z wentylatorami raczej się nie sprawdzają. Dwie odkręcane pokrywy pozwalały na łatwy dostęp do całej „elektroniki”, gdyż kwestie serwisowe były zawsze bardzo poważnie traktowane przez firmę, choć awaryjność tych wzmacniaczy była na bardzo niskim poziomie. Świadczy o tym choćby przypadek końcówki, która właśnie trafiła do mojego serwisu, a zakupiona została przez pewną dużą szkołę w roku 1995, w komplecie z paczkami trójdrożnymi i mikserem. Po sprawdzeniu wzmacniacza okazało się, że jedyną przyczyną niedziałania jednego kanału było mechaniczne uszkodzenie gniazda wejściowego XLR (prawdopodobnie na skutek uderzenia), od którego po prostu oderwały się wszystkie przewody łączące wejście z płytką drukowaną. Po wymianie gniazda końcówka została uruchomiona, przetestowana i okazało się, że jest w 100% sprawna. A przypominam, że była intensywnie użytkowana przez „dzieciaki” przez 22 lata.  Z ciekawości sprawdziłem również stan elektrolitów w zasilaczu i okazało się, że straciły przez ten czas zaledwie nieco ponad 10% nominalnej pojemności, choć nie wiem, jaką miały pierwotnie, więc całkiem możliwe, że są jak nowe. To krajowe elektrolity firmy ELWA, stosowane również do celów militarnych, więc nie można ich w żaden sposob porównać z niektórymi współczesnymi wyrobami  made in China, które potrafią uszkodzić się po roku eksploatacji, a czasem nie wytrzymują nawet tyle. Dość powiedzieć, że nie przypominam sobie konieczności wymiany tych elektrolitów w żadnym urządeniu PMP, wliczając w to również wzmacniacze gitarowe. Jeśli chodzi o stopień mocy, to jak widać na zdjęciu, od nowości pracują tam czeskie tranzystory KD 3773, jedne z lepszych tranz. mocy produkowanych w byłym RWPG. Transformator był wykonywany na zamówienie „po sąsiedzku” w firmie, która już nie istnieje, ale była jedną z pierwszych w kraju, która wytwarzała transformatory toroidalne. Jak widać na innych zdjęciach, druki do tego wzmacniacza były jeszcze projektowane bez udziału programów komputerowych i wyklejane letrasetem, czyli ręcznie i podobnie powstał projekt sitodruku na płytę tylną i czołową. Oczywiście póżniejsze opracowania końcówek PMP prezentowały się z pewnością „estetyczniej” i bardziej profesjonalnie, ale gdy ktoś używa sprzętu bez żadnej awarii przez ponad 2 dekady, to raczej jest mu obojętne, jak urządzenie prezentuje się w środku. Przy okazji dodam, że paczki zakupione w komplecie przez wspomnianą szkołę również nigdy nie były naprawiane i jedyną ich wadą z punktu widzenia kolejnego pokolenia uczniów jest  ich spory ciężar. Kupili więc sobie dwa lata temu lekkie plastiki pewnej bardzo znanej firmy z USA i jak do tej pory były w serwisie 3 razy i sądzę, że na tym się nie skończy, biorąc pod uwagę podzespoły, w które wyposażył je producent. Ale 3  awarie w ciągu 2 lat to i tak niewiele, bo znam przypadek innych, popularnych obecnie zestawów aktywnych, które właściciel woził do serwisu 7x, a kolega posiada „na stanie” 6 paczek tejże firmy i naprawiana była każda z nich, a jedna dwukrotnie, co również daja „magiczną” cyfrę 7.

Tak się przypadkowo złożyło, że pierwszy przykład mojej działalności serwisowej jest w zasadzie autoreklamą produktu PMP, który nie jest wytwarzany już od ok. 20 lat. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że  2 takie wzmacniacze nagłaśniały w swoim czasie podwarszawską dyskotekę CD i to przez cały okres jej działania, a jeden z pierwszych zakupił m.innymi Jarek Zawadzki, który jest bohaterem mojego artykułu zamieszczonego w wakacyjnym numerze miesięcznika Live Sound i dostępnego w zakładce Aktualności. Korzystał z niego również Wojciech „Malina” Kowalewski i wielu innych muzyków oraz instytucji, jak choćby właśnie szkoły. Niby żadna rewelacja, ale urządzenie zaprojektowano i wykonano tak, że może spokojnie służyć nawet 3 dekady, oczywiście pod warunkiem przestrzegania podstawowych zasad prawidłowej eksploatacji. Jedyną jego „wadą”elektryczną” jest brak sieciowego układu „soft start”, stosowanego później we wszystkich końcówkach PMP. Może to czasem powodować zadziałanie szybkich bezpieczników automatycznych używanych obecnie w instalacjach energetycznych, bo prąd rozruchowy toroida 600W może dochodzić w krótkim impulsie do kilkudziecięciu amperów, a taki był właśnie stosowany w tym wzmacniaczu, czyli jak widać, również trafo było przeliczone z zapasem, w stosunku do mocy nominalnej końcówki.

Oczywiście wyjścia głośnikowe (również kanału monitorowego)  załączane są z opóźnieniem, do czego służą widoczne na zdjęciach przekaźniki. Wzmacniacz wyposażono w kontrolki opisane jako „Protect”, które w normalnym trybie pełnią rolę sygnalizatora chwilowego przesterowania (Peak), a w momencie uruchamiania przez chwilę świecą się na czerwono i następnie gasną, gdy zadziałają przekaźniki. Natomiast w przypadku wystąpienia awarii wzmacniacza świecą się w sposób ciągły. Dodatkowo zastosowano układ 2 kontrolnych, zielonych diod „On” w każdym kanale, ktory sygnalizuje fakt przepalenia się jednego z 2 bezpieczników topikowych chroniących każdy kanał końcówki. Taka awaria powoduje automatyczne odłączenie wyjścia głośnikowego, co zabezpiecza np. zestawy głośnikowe przed pojawieniem się na nich napięcia stałego, a jednocześnie gaśnie jedna z zielonych diod, co daje użytkownikowi informację, że wzmacniacz powinien trafić do serwisu. Układ kontrolek jest oczywiście również oryginalnym pomysłem firmowym i takiego rozwiązania nie spotkałem w żadnym ze wzmacniaczy, które miałem okazję testować czy serwisować.

Za to spotykałem już końcówki, w których jedynym bezpiecznikiem był bezp. sieciowy, co w przypadku wewnętrznej awarii wzmacniacza powodowało czasem „lawinowe” uszkodzenia wielu elementów elektronicznych, których można  by uniknąć, gdyby nie takie pozorne oszczędności.

Jak widać na zdjęciach, wzmacniacz posiada na wejściach gniazda XLR i są to wejścia w pełni symetryczne, co też nie jest oczywistością, bo miałem już do czynienia z końcówkami (i nawet mikserami), w ktorych co prawda były stosowane takie gniazda, ale drugi styk „gorący” w ogóle nie był wykorzystany, czyli XLR pełnił w tym wypadku raczej rolę „atrapy” wprowadzając w błąd użytkownika. Wyjścia głośnikowe równiez wyposażone są w gniazda XLR, bo wówczas nie były jeszcze znane złącza Speakon, a gniazda typu jack nie powinny być używane do połączeń wysokoprądowych. Warto zauważyć, że końcówka nie posiada potencjometrów regulujących poziom mocy na wyjściu, z wyjątkiem modułu monitorowego, gdzie taki potencjometr znajduje się na tylnym panelu. To celowe działanie, gdyż uważałem wówczas (i do dziś zdania w tej kwestii nie zmieniłem, choć rozumiem pewne względy praktyczne), że wszelkich regulacji tego typu należy dokonywać z poziomu miksera, a końcówka powinna być ustawiona na czułość nominalną, która w przypadku tego wzmacniacza wynosi 0 dB, czyli 0.7v rms. Oferowane w późniejszym czasie końcówki PMP miały już potencjometry regulacyjne, ale zlokalizowne na tylnym panelu, co w pewien sposób ograniczało możliwość przypadkowych manipulacji.

A teraz pozostaje mi już tylko zaprosić do obejrzenia galerii zdjęć, na których pokazuję wzmacniacz zaprojektowany  25  lat temu i wytwarzany  w warunkach,  w których dzisiaj żadne urządzenia tego typu raczej już nie powstają, a jeśli nawet, to wyłącznie jako topowy sprzęt wykonywany na zamówienie w tak małych ilościach, że tylko nieliczni mogą sobie na niego pozwolić. I raczej dotyczy to sprzętu gitarowego, a nie wzmacniaczy mocy. Inna sprawa, że niektóre współczesne, dalekowschodnie wyroby mają taki „środek” że ten wzmacniacz można by uznać za przykład wyjątkowej „rozrzutności”, niedopuszczalnej obecnie przez żadnego „księgowego”. Choć trzeba przyznać, że trafiają się czasem również wyroby całkiem przyzwoite, które sprzedawane są za takie pieniądze, za które w warunkach krajowych trudno byłoby dzisiaj wykonać samą obudowę i zakupić dobre trafo. M.innym dlatego firma PMP przestała produkować wszelką elektronikę około 15 lat temu i w razie potrzeby oferuje do swoich systemów nagłaśniającyh sprzęt innych, sprawdzonych osobiście producentów.

Na koniec informuję, że  obecnie wszystkie urządzenia naprawiane w moim serwisie są wyposażane w naklejkę serwisową, na której ręcznie wpisuję datę wykonania uslugi i potwierdzam poprawność działania sprzętu. Taka naklejka widoczna jest na ostatniej fotografii w galerii. Na zdjęciu tuż obok pokazuję naklejkę reklamową z połowy lat 90, która „przetrwała” na obudowie końcówki ponad 20 lat.

Wyświetlenia od Września 2016: 35705    Użytkownicy online: 1