PMP Pro Audio

Rodzime „wynalazki”

W zasadzie unikam komentowania i recenzowania produktów krajowych, gdyż Chińczycy (i nie tylko oni), dają wystarczająco dużo powodów do refleksji. Drugi powód jest taki, że sam zaliczam się do grona krajowych wytwórców, więc trochę niezręcznie było by mi recenzować wyroby „konkurencji” ale…czasem trzeba zrobić wyjątek

Trafiła do mnie do naprawy końcówka mocy krajowej produkcji, firmy która istnieje na rynku od czasów zamierzchłej komuny. Kiedyś miałem nieprzyjemność naprawiać starszy wyrób tego producenta – serwisowo: koszmar, układowo – oszczędzę szczegółów. Więc jak klient wymienił nazwę, to w pierwszym odruchu odmówiłem, mając na względzie poprzednie doświadczenia, ale ponieważ poinformował mnie, że jest to nowy wyrób, kupiony 2 lata temu, to pomyślałem sobie – co mi szkodzi zerknąć…
A oto co zobaczyłem: obudowa jak to obudowa, nic szczególnego, zaglądam do środka i tu pierwsza niespodzianka: stalowa blacha wewnątrz obudowy niczym nie zabezpieczona ( nie pomalowana – goła, jak wyszła z huty ), diody w panelu przednim, mające pokazywać działanie zabezpieczeń, opisane jako „protect” do niczego nie podłączone, po prostu atrapy, zaślepiające otwory w płycie czołowej !!. Pomysłałem sobie: firma się rozwija…w końcu mamy 21 wiek. Producent deklarował, że moc wzmacniacza to 2 x 600W, póki co nie włączam, patrzę na trafo (800W) i mówię klientowi, że z pewnością takiej mocy nie będzie, bo wzmacniacz nie może oddać więcej niż sam pobiera z sieci.
Ale włączamy i sprawdzamy: w porywach 2 x 400W….
Potem rozglądam się po wnętrznościach wzmaka w poszukiwaniu układów zabezpieczeń, ale poszukiwania okazują się daremne : nie ma przekaźników, nie ma bezpieczników (oprócz sieciowego) nie ma nawet kontroli temperatury..
Teraz zrozumiałem ideę niepodłączonej diody – po prostu nie miałaby czego pokazywać !!!
Powiem tak: nigdy nie odważyłbym się sprzedać takiego urządzenia komukolwiek, nawet dać w prezencie. Wycofałem się z produkcji końcówek, bo uznałem, że lepiej nic nie robić, niż wciskać klientom przysłowiowy kit, zwany obecnie badziewiem. Za cenę tej końcówki można dziś kupić niejeden naprawdę bardzo dobry wzmacniacz, który będzie lepszy od opisywanego o wiele bardziej, niż używając analogii motoryzacyjnej, Mercedes jest lepszy od Poloneza. Ale jak widać, każdy orze jak może, a nieświadomy klient kupuje, a potem płacze….
Najśmieszniejsze (z tym, że nie dla właściciela sprzętu) jest to, że rzeczona firma odmówiła naprawy własnego produktu, argumentując odmowę tym, że UWAGA !! już nie produkuje tych wzmacniaczy, a przypominam, że od momentu zakupu minęło trochę ponad 2 lata.
Aha, zapomniałem dodać, że klient przywiózł 2 końcówki, jedną (działającą) opisałem, drugiej, która miała mieć 2 x 1000W, a oddawała 2 x 200 nie podjąłem się naprawiać, uznałem bowiem, że nie muszę zarabiać na czyjejś ignorancji (a może to coś innego ?) – w takich wypadkach odsyłam delikwenta do producenta. Jak się skończyła ta historia na razie nie wiem, ale obiecano mi zdać relację.
Na koniec rada:
Zamiast kupować podobne „wynalazki” poczytajcie sobie, drodzy nabywcy sprzętu grającego choćby liczne fora internetowe, a potem kupcie coś „normalnego”, coś zrobionego w miarę rzetelnie, przez producenta który ma jakąś kulturę techniczną, że nie wspomnę o kulturze osobistej…
A teraz czas na rozpięcie żagli, lato idzie, a wraz z nim ciepełko, którego nie lubią wzmacniacze….
ps: nawet nie próbujcie pytać co to za wzmacniacz, szczegóły będą mogły być ujawnione wyłącznie na polecenie właściwego ministra, o ile ujawnienie ich nie zostanie zakwestionowane przez TK.

PMP

Dodaj komentarz

Wyświetlenia od Września 2016: 84387    Użytkownicy online: 2