PMP Pro Audio

Stary Meyer Sound i całkiem nowy Turbo Sound, czyli o awariach głośników c.d.

Artykuł do pobrania w formacie PDF (9.24MB):
Stary Meyer Sound i całkiem nowy Turbo Sound

———————————————————

Kolejny artykuł znów poświęcę głośnikom (bo to w końcu moje największe hobby) i postaram się wykazać, że niezależnie od renomy producenta, zazwyczaj nie można zakładać z góry, że nabywając sprzęt znanej firmy zagwarantujemy sobie jego bezkompromisową jakość w odniesieniu do wszystkich użytych komponentów. Tak było w przeszłości i to zjawisko z jeszcze większym nasileniem występuje obecnie, choć oczywiście działają na rynku firmy, którym udaje się uniknąć tego typu problemów, lub potrafią je minimalizować. Jednak zazwyczaj jest to sprzęt tak kosztowny, że pozostaje poza sferą zainteresowania i możliwości nabywczych przeciętnego użytkownika. A skoro tak, to pomyślałem sobie, że skonfrontowanie w jednym artykule produktów przemysłu głośnikowego które dzieli co najmniej 2o lat, może okazać się całkiem ciekawym pomysłem. Tym bardziej, że akurat trafiła się doskonała okazja, żeby dodatkowo porównać starocie firmy o zasięgu globalnym ze starociami PMP – firmy, o której nawet w naszym krajowym zaścianku mało kto słyszał.

Kilka istotnych uwag tytułem wstępu – na dziś i na przyszłość:

Czasem dochodzą mnie głosy (co prawda sporadycznie, ale jednak), że moje artykuły poruszające tematykę głośnikową służą głównie reklamowaniu własnych wyrobów, np. poprzez kontrast. Miałoby to nawet jakiś sens, gdyby nie fakt, że firma PMP nie wytwarza już głośników, a od kilkunastu lat nie sprzedawała ich również oddzielnie. Były pewne przymiarki aby wznowić „produkcję” niektórych modeli, ale sytuacja związana z ogromnym wzrostem cen materiałów takich jak stal, miedź, kleje etc. (że o wzrostach cen energii nie wspomnę), spowodowała, że ten rozdział historii firmy jest już definitywnie zamknięty. Przez jakiś czas będą jeszcze wytwarzane podzespoły do celów serwisowych, ale to wszystko.

Czemu zazwyczaj służyć ma reklama? Chyba każdy się zgodzi, że z założenia zwiększeniu sprzedaży produktu.  A skoro moich głośników nie można kupić, to reklamowanie ich w takim kontekście rzecz jasna nie ma sensu. Nawet wówczas, gdy śladowe ilości głośników PMP trafiały czasem na rynek, to i tak zawsze robiłem ich mniej, niż mogłem sprzedać. Tak więc również z tego powodu, poza drobnymi epizodami z początków działalności, nigdzie się nie reklamowałem, więc tym bardziej nie próbuję reklamować się teraz. Jednak uznałem, że nie zaszkodzi pokazać swoje przewagi, nawet w porównaniu z szeroko rozumianą elitą i nawet w kontekście historycznym, skoro powoli przechodzi się do historii.

Nieco inaczej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o serwis, bo faktycznie zazwyczaj bywa tak, że moje komplety naprawcze są zdecydowanie i pod każdym względem lepsze od tych, które wiele  firm stosuje w swoich wyrobach. I nie mam tutaj na myśli firm w rodzaju Behringera, bo takimi głośnikami z reguły się nie zajmuję.  A jeśli nie lepsze, to z pewnością nie gorsze, jeśli chodzi o produkty z wysokiej półki. Jednak aby się o tym przekonać, trzeba skorzystać z moich usług i czasem bywa, że prościej (a nawet taniej) jest nabyć oryginalny zestaw naprawczy. Oczywiście zdając sobie sprawę z faktu, że ten oryginalny, identyczny jak uszkodzony, lepszy od popsutego nie będzie, co siłą rzeczy oznacza, że jest duża szansa na powtórzenie się podobnej awarii w dalszej lub bliższej przyszłości. Jednak jeśli ktoś potrzebuje naprawić tylko jeden uszkodzony głośnik z kilku identycznych (np. z pary) to raczej rekomenduję wykorzystanie oryginalnych podzespołów, o czym wspominam również w zakładce poświęconej naprawom głośników, którą po raz kolejny podlinkuję dla tych czytelników, którzy jeszcze jej nie odwiedzali:

https://pmpproaudio.pl/oferta/naprawa-glosnikow/

No i rzecz jasna zdecydowanie odradzam wszelkie „częściowe” naprawy, którymi się nie zajmuję, bo uważam, że tylko montaż nowego zestawu naprawczego może przywrócić głośnikowi wszystkie jego walory, a w przypadku mojego serwisu stosunkowo często daje to niektórym przetwornikom zupełnie nową jakość, niedostępną w wersji oryginalnej.

A teraz przechodzę już do konkretów, czyli do opisu uszkodzeń dwóch głośników producentów, o których zapewne słyszał każdy, kto działa w branży estradowej.

Materiał jest bardzo obszerny i poświęciłem dużo czasu na jego opracowanie, a edytor podaje, że jest to już 56 (!) wersja artykułu, który po konwersji do formatu PDF ma łącznie ze zdjęciami 15 stron. To oczywiście o wiele więcej treści niż jakikolwiek mój artykuł opublikowany w prasie specjalistycznej, ale na własnej stronie nie mam żadnych ograniczeń, więc korzystam z tego w miarę chęci i możliwości. Mam nadzieję, że udało mi się wnieść jakąś wartość dodaną do omawianego tematu i że znajdą się czytelnicy, którzy docenią moją pracę. Jeśli tak będzie, zapraszam jak zwykle do księgi gości.

Jak niektórzy wiedzą, zajmuję się naprawą głośników od ponad 3 dekad i tak się czasem składa, że trafiają do mojego serwisu przetworniki stare, a nawet bardzo stare, których skrajnym przykładem jest 18″ Goodmans z czasów, gdy największe triumfy święcił zespół The Beatles. Opisałem go w zakładce o naprawach głośników, w podrozdziale o ciekawostkach:

https://pmpproaudio.pl/oferta/naprawa-glosnikow/#podrobki

Po otwarciu strony wystarczy przewinąć ją na sam dół.

Meyer Sound made in Italy, czyli Ciare

Wspominam o tym przypadku dlatego, że chciałem pokazać teraz głośnik dużo młodszy (choć też już dość „wiekowy”), ale skonstruowany bardzo podobnie, z wyjątkiem górnego zawieszenia. Górny, papierowy resor Goodmansa wykazywał już pewne cechy zmęczenia materiału, ale wciąż znajdował się we właściwej pozycji, za to zawieszenie głośnika co najmniej dwukrotnie młodszego uległo całkowitej funkcjonalnej degradacji. Odkształciło się („siadło”) w taki sposób, że membrana nie miała żadnego ruchu w dół. Dokonałem dość prostego pomiaru, który wykazał, że znajdowała się nawet niżej, niż nominalny x-max dla tego głośnika, czyli ok. 6-7mm w dół od położenia neutralnego. Taka „dysfunkcja” powoduje, że nawet przy nieuszkodzonej cewce (jak było w tym przypadku) głośnik jest bezużyteczny i wymaga naprawy. Są „specjaliści”, którzy zapewne pokusiliby się o wymianę samych resorów (dolny też oczywiście był trwale odkształcony), skoro cewka i membrana zachowała się w całości. No ale to działania „amatorskie”, którymi serwis PMP się nie zajmuje i nigdy nie zajmował. Jednak na wszelki wypadek uprzedziłem ewentualne pytania na temat, jak można by „uratować” ten przetwornik. Zdaję sobie bowiem sprawę z faktu,  że są zapewne osoby, które uważają go za coś cennego, choć w przeciwieństwie do Goodmansa, trudno by go było traktować jako zabytek. Na zdjęciach poniżej prezentuję jak wygląda ta „bestia”, którą producent wykorzystywał w popularnych w swoim czasie, aktywnych subwooferach 2 x 18″:

 

Gdyby ktoś był ciekaw, jaka firma faktycznie wyprodukowała ten głośnik, to informuję, że była to włoska Ciare, którą jakiś czas temu wykupił 18Sound, następnie przejęty przez B&C. Wspominałem o niej w jednym z odcinków mojego cyklu o producentach głośników, poświęconych firmom z Włoch:

Producenci głosników- Włochy

Wyjaśnię teraz, na czym polegają podobieństwa konstrukcyjne w stosunku do głośnika Goodmans,  którego używał w swoim wzmacniaczu m.in. Paul McCartney. W obu mamy do czynienia z bardzo wąską szczeliną obwodu magnetycznego i 3″ cewką o małej wysokości uzwojenia oraz stosunkową lekką jak na gł. 18″ membraną. Różnice są takie, że Ciare zastosowało aluminiowy karkas cewki i ferrofluid, który jak się okazało po demontażu, pokrywał cały karkas cewki, aż do miejsca jej wklejenia w membranę, a część tej substancji nasączyła nawet dolny resor, co widać na fotografii.  O ile jednak w latach 60 taka konstrukcja obwodu magnetycznego miała rację bytu, z uwagi na niewielkie moce wzmacniaczy i dążenie do jak największej skuteczności głośników, o tyle w profesjonalnym subwooferze produkowanym  3 dekady później, można by się jednak spodziewać innych rozwiązań technicznych. Tym bardziej, że wówczas istniały już  przecież głośniki znacznie lepsze i bardziej nadające się do takich zastosowań. Obecnie, mimo przejęcia Ciare przez B&C, nadal można kupić ich przetworniki, w tym kilka typów głośników 18″ wykorzystujących jeden typ kosza i obwodu, które jednak różnią się membranami i zawieszeniami. Na zdjęciach pokazuję głośnik o oznaczeniu CW 455, który sprzedawany jest do zastosowań car audio i który niedawno trafił do mojego serwisu, choć pojęcia nie mam, w jakich warunkach pracował, a na ostatniej fotografii dane katalogowe jeszcze innego modelu, o którym też powiem kilka słów:

 

Na zdjęciu obwodu magnetycznego wyraźnie widać, że w tym przypadku wszystko się tutaj „zgadza” w porównaniu do „staruszka”, jeśli chodzi o konstrukcję typowego przetwornika niskich częstotliwości i dużej mocy: cewka o średnicy 4″, prawidłowa szczelina w obwodzie magnetycznym z przyzwoitym natężeniem pola, a nawet wystający powyżej nabiegunnika trzpień obwodu – rozwiązanie stosunkowo często stosowane w głośnikach tego typu. Co prawda obwód nie jest idealnie równo sklejony (różnica w szerokości szczeliny i co za tym idzie-indukcji-widoczna na fotografii), ale przynajmniej jest poprawnie zaprojektowany i oprócz tego „drobiazgu” nie ma się do czego przyczepić. Dodatkową zaletą jest również wentylowany pod obwodem magnetycznym kosz, choć najwyraźniej producent zapomniał o zamontowaniu filtra, który zabezpiecza cewkę przed dostaniem się do niej zanieczyszczeń z zewnątrz. Pokazuję ten szczegół na kolejnej fotografii, gdzie można zobaczyć specjalny rowek w środku żeber  perforacji chłodzącej, w którego fragment wkleiłem właśnie taki filtr. Oczywiście należy go umieścić na całym obwodzie i tylko w tym celu odkręciłem kosz, co nie było łatwe i zajęło mi sporo czasu. Problem polegał na tym, że nie tylko wkręty mocujące były skorodowane, ale jeszcze dodatkowo przy wkręcaniu zostały pokryte żywicą, tak, jakby komuś bardzo zależało na tym, żeby nie można ich było odkręcić. Oczywiście żaden przeciętny naprawiacz nie zawracałby sobie głowy takim drobiazgiem, bo skoro „w oryginale” czegoś takiego nie było, to po co „poprawiać” producenta. Jednak w wielu podobnie skonstruowanych koszach takie filtry są oczywiście stosowane, a ja zdecydowanie wolę, żeby śmieci nie miały możliwości dostania się między cewkę a nabiegunniki, bo nie lubię naprawiać czegoś, co z dużym nakładem pracy już raz naprawiałem. Powiem więcej: przypadki ponownej naprawy tego samego egzemplarza głośnika w całej mojej „karierze” mogę policzyć na palcach i to raczej jednej ręki. Oto zdjęcia dokumentujące to, o czym powyżej napisałem + fragment górnego zawieszenia, o którym poniżej:

 

Jeśli chodzi o membranę, to jest przyzwoita, ale górne zawieszenie jest zbyt miękkie i za delikatne jak na głośnik tego typu. Co gorsza, firma niestety popełnia w produkcji tych przetworników dość powszechnie spotykany błąd, stosując zbyt długą cewkę w stosunku do grubości nabiegunnika, co często prowadzi do jej destrukcji, szczególnie w sytuacjach, gdy głośnik pracuje na granicy swoich możliwości mocowych i amplitudowych. Jak już kiedyś tłumaczyłem, błędem jest wykonywanie cewek o uzwojeniu 3 x wyższym niż grubość nabiegunnika (a zdarzają się jeszcze większe dysproporcje), który to błąd staje się „wielbłądem” w  przypadku głośników estradowych, narażonych na ekstremalne obciążenia. Naprawiałem dziesiątki głośników wykonanych w ten sposób (choćby nieszczęsne McCauley czy Eminence, które opisuję w przykładach napraw w zakładce o naprawach głośników), więc doskonale wiem, w czym tkwi problem. Na zdjęciach pokazuję, co zostało z tej dwustronnie nawiniętej cewki (niestety, znów na aluminiowym karkasie). Warto zauważyć, że do tego typu awarii walnie przyczynia się również wspomniane powyżej górne zawieszenie, które przy dużej mocy dostarczanej do głośnika nie jest w stanie utrzymać go w zakresie dopuszczalnych mechanicznie amplitud, co powoduje wychodzenie cewki poza pole magnetyczne i jej uszkodzenie. Teoretycznie to „elementarz” więc nie sądzę, żeby poważny producent nie zdawał sobie z tego sprawy. Dlaczego więc zdecydował się na takie rozwiązanie, skrajnie odmienne od tego, które stosował w głośnikach produkowanych dla firmy Meyer dawno temu? Przy czym odmienność polega na zupełnie innym obwodzie magnetycznym, ale już górne zawieszenie ma bardzo podobne mankamenty. Zapewne w przyszłości zregeneruję ten głośnik bo warto i mam 100% pewności, że po mojej naprawie nigdy nie ulegnie już takiej awarii. Jednak aby oddać sprawiedliwość firmie Ciare trzeba dodać, że w innej wersji tego głośnika o symbolu FXE 18-4,  wykorzystuje już zupełnie inne górne zawieszenie w postaci dwóch dużych fałd, czyli dokładnie takie, jakie od ponad 20 lat wytwarza firma PMP. No i przeszli na karkasy z włókna szklanego, co może oznaczać, że czegoś się jednak przez te lata nauczyli. Jednak gdy czytam, że w tym niskotonowym głośniku  o mocy 1000W AES cewka nawinięta jest drutem aluminiowym, to po raz kolejny przekonuję się, że dziś rządzą w branży księgowi, choć oczywiście nie w mojej jednoosobowej firmie. Powtórzę więc jeszcze raz to, o czym już wielokrotnie pisałem: z pełną odpowiedzialnością za słowo twierdzę, że zastosowanie aluminiowego uzwojenia w takich przypadkach wynika WYŁĄCZNIE z powodów oszczędnościowych i nie ma ŻADNEGO uzasadnienia technicznego. Szanujące się firmy nie wykonują obecnie takich cewek w tego typu głośnikach, no może z wyjątkiem kilku starych i wciąż produkowanych modeli JBL (głośnik 2241 i pochodne), EV (głośnik EVX 180B,) czy Peavey – Black Widow. Tyle, że są to głośniki opracowane w zamierzchłych czasach, o mocy w najlepszym wypadku 600W, ale przynajmniej ta moc podawana była „uczciwie” i jeśli użytkownik jej nie przekraczał, mógł faktycznie liczyć na długotrwałą eksploatację. Oczywiście abstrahując od innych dość powszechnych niedostatków, takich jak choćby właśnie kiepska jakość zawieszeń. Technologia wykonywania tych cewek była bardzo dopracowana i zapewne jakieś ich ilości wciąż znajdują się w magazynach, ale jest zupełnie oczywiste i związane z prawami fizyki, że cewki nawijane drutem aluminiowym są o wiele bardziej podatne na uszkodzenia i z „natury” mają dużo mniejszą moc przy danej średnicy drutu, w porównaniu do cewek nawijanych miedzią. Przez to znacznie łatwiej doprowadzić do ich destrukcji, ale kto wie, może w finalnym „rozrachunku” właśnie o to chodzi? Oczywiście sam fakt zastosowania miedzi w żaden sposób nie ratuje sytuacji, gdy wykonanie cewki urąga wszelkim zasadom sztuki czy choćby rzemiosła, co doskonale widać na wielu demonstrowanych przeze mnie przykładach uszkodzeń.

Dodam jeszcze, że pokazane w artykule głośniki Ciare  nie trafiły do mojego serwisu w celu naprawy, tylko sam je nabyłem z ciekawości jako uszkodzone. I nie żałuję, bo ciekawość zaspokoiłem i przy okazji sprawdziłem, że stosując moje podzespoły jestem w stanie je zregenerować. Tyle, że tego z logo Meyer moim zdaniem nie warto, z uwagi na kwestie, które przedstawiłem powyżej i są to podobne argumenty „na nie”, jak w przypadku staruszka Goodmansa. Można by się zastanawiać, dlaczego Meyer wybrał akurat Ciare, mając przecież w tamtych czasach dostęp do głośników o wiele lepszych i jedyne co mi przychodzi do głowy, to kwestie finansowe, lub (i) ewentualnie stosunkowo mała popularność tej firmy na rynku, co utrudniało nabywcy sprzętu identyfikację przetwornika. Jednak w tym przypadku „identyfikacja” i tak nic nie daje, bo znam przypadek, gdy posiadacz uszkodzonych, wspomnianych subów Meyer’a zwrócił się bezpośrednio do Ciare, gdzie odpowiedziano mu, żeby zwrócił się do….f-my Meyer, bo tylko tam da się coś załatwić w kwestii naprawy tych głośników. Oczywiście  to bzdura, bo identyczne stosowały również inne firmy, jak choćby Bell, którego subbwofer 2 x 18″ akurat ktoś wystawił na sprzedaż na jednym z portali ogłoszeniowych:

No dobrze, jestem nawet gotów założyć, że te z paczek Bell nie miały w szczelinie ferrofluidu i na tym polegała „wyjątkowość”  głośników z logo Meyer Sound, lub różnił je jakiś inny szczegół, niewidoczny na zdjęciach.  Ale proszę mi wierzyć, że w wielu przypadkach opowieści producentów sprzętu o „wyjątkowości” zamawianych przez nich głośników to zwykła ściema, mająca na celu „oszołomienie” klientów. A że oszołomów w naszej branży nie brakuje, biznes nieźle się kręci.  Na potwierdzenie tego co powyżej napisałem, jeszcze jeden przykład z głośnikami Ciare: Jakiś czas temu naprawiałem ich przetworniki sygnowane z kolei logo Martin – firmy, która też cieszy się doskonałą renomą na rynku i to od wielu lat. Szczerze mówiąc, nic specjalnego sobą nie przedstawiały, no może poza tym, że w jednym egzemplarzu  ferryt rozwarstwił się w taki sposób, że był to chyba jedyny taki przypadek w mojej praktyce. Jednak ciekawostką może będzie dla niektórych fakt, że „oryginalny” produkt Ciare można było wówczas jeszcze tu i ówdzie kupić ze cenę ok. 600zł, a Martin za IDENTYCZNY  głośnik ze swoją naklejką życzył sobie kwotę dwukrotnie większą. I o to chodzi, prawda? Jest to prawda z gatunku tych „bolesnych” więc można zrozumieć politykę firm, które starają się przekonać klientów, że producenci głośników traktują ich w sposób szczególny, dzięki czemu nabywca może cieszyć się czymś wyjątkowym. Śmieszą mnie trochę opowieści, w których jakieś lokalne firmy chwalą się w swoich materiałach reklamowych, że ich dostawca głośników wykonuje je wg. „indywidualnej” specyfikacji. Może tak być, ale tylko w przypadku firm o zasięgu światowym, które zamawiają takie głośniki w ilościach liczonych w tysiącach sztuk. Inna sprawa, że te modyfikacje nie zawsze wychodzą głośnikom na dobre, no ale za to producent aparatury ma wówczas monopol na zestawy naprawcze i czerpie z tego bardzo duże zyski. Paradoksalnie tym większe, im częściej głośniki się psują.

Tytułem podsumowania pierwszego wątku jeszcze jeden „wtręt” osobisty:

Być może zabrzmi to nieskromnie, ale uważam, że stosowane w połowie i pod koniec lat 90 w zestawach głośnikowych mojej produkcji 18″ głośniki PMP (które odnowione pokazałem na zdjęciu w ub. miesiącu) pod każdym względem górują nad produktem Ciare firmowanym przez Meyera i wręcz go deklasują. Dzieli je technologiczna i jakościowa przepaść i jest to „oczywista oczywistość” dla każdego, kto ma wiedzę i doświadczenie w zakresie konstrukcji i eksploatacji profesjonalnych głośników estradowych. Moim zdaniem te głośniki są również lepsze od nowych Ciare, choćby dlatego, że nie mają żadnych słabych punktów. Na czym polega ich przewaga? Przede wszystkim, świadomie i z premedytacją projektowane były właśnie do pracy w zakresie niskich częstotliwości, do zastosowań estradowych. I jeszcze słówko, jeśli chodzi o moc: 25 lat temu określałem ją na 400 W RMS i zapewniam, że taką moc głośnik był w stanie wytrzymać w nieograniczonym czasie (np. przez 25 lat). Gdybym jednak chciał oceniać jego możliwości „relatywnie”, choćby w porównaniu do deklarowanych 300W głośnika Meyer, to musiałbym napisać, że miał tych watów co najmniej 600. Oczywiście nie zaszkodzi dodać, że absolutnie wszystkie elementy tak skonstruowanego głośnika (z wyjątkiem magnesu ferrytowego nieistniejącej już polskiej firmy Ferpol) wykonane zostały we własnym zakresie, czym może pochwalić się bardzo nieliczne grono producentów i to w skali całego świata. Nowsze głośniki PMP dużej mocy charakteryzowały jeszcze lepsze parametry wytrzymałościowe, gdyż stosowałem cewki nawijane z obu stron karkasu i dodatkowo, podwójnie wentylowane obwody magnetyczne, a technologia produkcji membran, zawieszeń i montażu – choć od początku niewiele się zmieniła – wciąż ulegała modyfikacjom i udoskonaleniom.

Być może wszystko to o czym napisałem powyżej ktoś mógłby potraktować jako pustosłowie, ale „opatrzność” najwyraźniej nade mną czuwała i dzięki temu mogę to teraz łatwo udowodnić. Otóż trzeba trafu, że w połowie grudnia br. odkupiłem od użytkownika dokładnie takie same przetworniki 18″ jak pokazane miesiąc temu,  które używane były kolejno przez 3 lub 4 właścicieli od 1996r, wraz z końcówkami mojej produkcji. Oprócz nich  w zestawie wykorzystane były również  głośniki 15″ i 12″ oraz drivery Beyma z hornami tejże firmy. 18″ pracowały w klasycznych obudowach b/reflex, 15″ zamontowane były w odwrotkach, a 12″ w obudowach tubowych z driverem. Nie znałem faktycznego stanu tych głośników przed zakupem, więc oczywiście brałem pod uwagę, że wszystkie poddam standardowej, pełnej regeneracji. Jednak po dokładnym zapoznaniu się z ich stanem technicznym nie jest to już takie pewne, a  dlaczego, o tym poniżej. Najpierw pokażę zdjęcia zrobione w dniu ich dostarczenia, bo nie nabyłem kompletnych paczek tylko same głośniki i nawet ich nie odkurzałem ani w żaden sposób nie „picowałem”:

Na początek informacja, że wszystkie są całkowicie sprawne. Jak widać, żadna membrana nie jest uszkodzona, żadne zawieszenie nie siadło nawet o milimetr, żadna cewka nie zaciera i wszystkie mają dokładnie taką rezystancję jak przy zakupie. Jestem pewien na 99%, że po demontażu będzie można zademonstrować, że cewki wyglądają dokładnie tak samo, jak ćwierć wieku temu. Warto przy okazji dodać, że w gł. 15″ i 18″ użyte są cewki nawijane drutem płaskim na sztorc (flat wire), bo wówczas, czyli w połowie lat 90, było to najbardziej prestiżowe i cenione rozwiązanie techniczne i firma PMP wdrożyła je jako jedyna w Polsce. Szczęśliwie zachowało się kilka oryginalnych cewek używanych wówczas w tych głośnikach, więc pokażę je również na zdjęciach:

Na pierwszym widoczne są cewki 76 i 85 ( jak w głośnikach 15″ i 18″), na drugim pokazuję w zbliżeniu płaski drut nawojowy, a na trzecim cewkę 100mm, którą bodaj 3 lata temu „odzyskałem” dla celów demonstracyjnych z głośnika, który został poddany pełnej regeneracji. Jak widać, po mniej więcej 20 latach wygląda jak nowa. Wyjaśnię jeszcze, dlaczego w swoim czasie wykonywałem również cewki 85mm, a nie standardowe 100mm. Pierwszym powodem było to, że dzięki zmniejszeniu średnicy można było dodatkowo skręcić nabiegunniki wkrętami, co widać na załączonych fotografiach głośnika 18″. A niejako „przy okazji” zwiększało się nieco natężenie pola magnetycznego w szczelinie.

Przyznam, że nawet jako konstruktor tych przetworników sam byłem trochę zaskoczony ich doskonałą kondycją – tym bardziej, że zestaw przechodził z rąk do rąk kilku właścicieli, co zazwyczaj nie miewa dobrego wpływu na aparaturę. Z tego co się dowiedziałem, grał np. przez kilka lat w klubie Underground w Skierniewicach, więc jeśli ktoś tam bywał, to może sobie skojarzy te charakterystyczne paczki „okute” aluminiowymi narożnikami. Warto zauważyć, że najlepiej prezentują się 15″, które wyglądają tak, jakby były wczoraj kupione. A pracowały przecież w odwrotkach, czyli w warunkach, w których wiele głośników się nie sprawdza, choćby z uwagi na uszkodzenia membran. Dodam, że akurat ten model membrany wykorzystuję do dziś, np. do regeneracji  głośników JBL. Jedynie jeśli chodzi o 12″, to niestety forma do jej produkcji została przypadkowo zniszczona i dlatego musiałem opracować nową wersję, a nawet kilka innych. Żeby nie opierać wszystkiego jedynie na słowach i fotografiach, nagrałem kilka krótkich filmików, gdzie demonstruję tę „zbieraninę” w warsztacie, na których dość dobrze widać w jakim stanie jest ten cały sprzęt po 25 latach użytkowania, wiec jeśli ktoś ma życzenie, mogę je podesłać.

Z czystej ciekawości postanowiłem wykonać podstawowe pomiary tych głośników, ze szczególnym uwzględnieniem poziomu SPL i częstotliwości rezonansowej. Proszę jednak zawsze mieć na uwadze czynniki, które opisałem w dwóch artykułach o pomiarach SPL.

12″ – cewka 76mm, klasyczna; ferryt 180/23; SPL – 98.5 dB; fs – 42Hz

15″  – cewka 76mm,  flat wire;  ferryt 180/23; SPL – 100dB, fs – 42Hz

18″ – cewka 85mm, flat wire; ferryt 220/25; SPL – 102db; fs – 30Hz

To są doskonałe wyniki (powtarzalne dla wszystkich par), a skuteczność 18″ wręcz mnie zszokowała. Sam nie mogłem uwierzyć w to co zmierzyłem, więc powtórzyłem pomiar kilka razy i dla porównania jeszcze raz, w identycznych warunkach sprawdziłem opisywany w ub. miesiącu głośnik 18″ EV. No i wszystko się zgadza: różnica w skuteczności między nimi to  10 dB !! Warto również zauważyć, że cewki obu głośników mają bardzo zbliżoną rezystancję DC, więc ten parametr nie miał żadnego wpływu na wyniki SPL. Jednak diametralne różnią się indukcyjnością (3.8mH – EV i 1.4mH – PMP).

Oczywiście porównywanie profesjonalnego przetwornika z chińską „budżetówką” szczególnej chwały temu pierwszemu nie przynosi, niemniej jednak ciekaw jestem, czy można obecnie gdzieś kupić głośnik 18″ podobnej mocy i takiej skuteczności, jaką udało mi się uzyskać 25 lat temu w moim przetworniku „hand made”. No i nie wiem jaki procent takich głośników nadal jest  w użyciu po 25 latach, nie wykazując żadnych objawów niesprawności. Osobiście trafił do mojego  warsztatu tylko jeden taki egzemplarz, wyprodukowany wiele lat temu przez firmę Ohm, który pokazałem i opisałem w ubiegłym miesiącu.

Ktoś pewnie mógłby powiedzieć, że to jakiś „wypadek przy pracy” jeśli chodzi o EV, ale obawiam się, że jest inaczej. Wspominałem w ub. miesiącu o pomiarach innego, współcześnie oferowanego głośnika tej firmy o średnicy 12″. Nie podałem jego symbolu, ale zrobię to teraz: EVS-12SB. Nie jest to żaden „budżet”, bo kosztuje w tej chwili w jednym z popularnych sklepów prawie 1000zł. Raczej nie jest przypadkiem, że ten przetwornik ma o ponad 10dB mniejszą skuteczność, niż mój stary 12″ pokazany dzisiaj. A dosłownie przed chwilą kolega przywiózł mi do małej naprawy jeszcze inny, stary głośnik EV 12″ używany w swoim czasie m.in. w monitorach FM-1202ER (z nich właśnie został wymontowany). Nie mogłem sobie odmówić szybkiego testu i oto wynik: 100dB. 12 dB różnicy między dwoma głośnikami tej samej firmy, o tej samej średnicy i z takiej samej wielkości cewkami. Jak widać, w tej branży nowe nie zawsze znaczy lepsze. Ciekawe, że mój 12″ pochodzący mniej więcej z tego samego okresu co stary 12″ EV wykazuje  zbliżoną skuteczność, choć ma większą cewkę (3″ vs 2.5″) co też świadczy o jego klasie. W trakcie pomiarów głośników 15″ i 18″ wykonałem jeszcze jeden test, zalecany przez f-mę EV do sprawdzania poprawności działania głośnika 18″ o oznaczeniu EVX 180, po wymianie firmowego zestawu naprawczego. Mianowicie podałem na zaciski sygnał o częstotliwości 20Hz i mocy 50W i oba przetworniki zaliczyły go bez problemu, a 18″ potrafił bez żadnych słyszalnych zniekształceń pracować nawet na częstotliwości 10Hz, czyli o 20Hz mniejszej, niż jego częstotliwość rezonansowa. I to w wolnej przestrzeni, bez  obudowy. Komentarz jest chyba zbyteczny, ale na „wieczną rzeczy pamiątkę” nagrałem również kilka filmików z tych pomiarów i mogę je udostępnić. Głośniki póki co  odkładam na półkę i niech tam leżą, ale od razu uprzedzam, że raczej nie są na sprzedaż, w przeciwieństwie do Ohma (1 sztuka), gdyby ktoś był zainteresowany.

A tak przy okazji: kilka dni temu mierzyłem „kultowy” Fostex 18″ pracujący w subie Dynacord o oznaczeniu SRX 118. Miał 95dB. Zwracam uwagę, że dokładnie takie głośniki jakiś czas temu też były zregenerowane w moim serwisie i obecnie pracują w specjalnie dla nich zaprojektowanych przez klienta obudowach, w domowym zestawie Hi-End. A zanim się w nim znalazły, zostały bardzo dokładnie zmierzone przy pomocy aparatury takiej firmy:

https://www.klippel.de/

Mnie oczywiście na taki sprzęt nie stać (proszę sobie zerknąć do firmowego cennika), ale miło jest się dowiedzieć, że po testach i próbach  odsłuchowych klient stwierdził, że nie musi już szukać odpowiednich do swoich potrzeb głośników. A ja twierdzę, że moja wersja góruje nad oryginalnym Fostexem pod każdym względem.

Głośniki 15″ EV montowane w paczkach Dynacord F5  również wykazały 95dB (choć wyraźnie było widać, że dłubał przy nich jakiś tęgi fachowiec, który np. zalał jedną z fałd górnego zawieszenia silikonem, zapewne w celu jego usztywnienia, bo faktycznie było już mocno „flakowate”. W normalnych okolicznościach te głośniki trafiłyby do serwisu, ale zostały wymienione na zregenerowane przeze mnie Beymy 15G 450, a na te „oryginalne” znalazł się kupiec i pewnie jest cały szczęśliwy. W efekcie zleconego przez klienta przeglądu całej aparatury Dynacord (dwóch oddzielnych zestawów)  suby z Fostexami zostały sprzedane i klient prawdopodobnie zamówi u mnie paczki 18″ na moich głośnikach, których jeszcze trochę mam w magazynie. Te nowe nie mają już tak wysokiej skuteczności, co wynika z wielu czynników „fizycznych” – choćby z faktu, że mają cięższą i głębszą membranę o profilu wykładniczym a nie stożkowym,  cewkę nawijaną grubszym drutem i o wyższym uzwojeniu (ale bez przesady)  no i obwód magnetyczny o większej szczelinie. Za to mają dwukrotnie większą moc nominalną i jest spora szansa, że również przetrwają kilka dekad. W księdze gości pojawił się właśnie wpis klienta, który jest właścicielem tego sprzętu – zapraszam do zapoznania się z jego treścią:

https://pmpproaudio.pl/goscie/

Być może kiedyś napiszę jakiś artykuł o pewnych mitach związanych z różnymi firmami, jak choćby właśnie z Dynacordem, a dziś tylko wspomnę, że w roku 1995 zestaw złożony z 2 subów SRX 118,  dwóch górek o oznaczeniu SRX 1122 (oba z firmowymi pokrowcami) + „systemowej” końcówki CA3 kosztował dokładnie…proszę odczytać sumę w DM z naklejki umieszczonej na froncie końcówki (sądzę, że to właśnie cena całego kmpl, a nie samego wzmacniacza):

A skoro wspomniałem o końcówce Dynacord, to jeśli chodzi o moje wzmacniacze z tego wiekowego zestawu, to w jednej ktoś usunął fizycznie 2 płytki driverów z jednego kanału, więc posłuży jako „dawca” części. Drugi, po wymianie jednego elektrolitu w zasilaczu (są to dwa oddzielne układy)  wydaje się sprawny, ale będzie jeszcze musiał przejść pełny test pomiarowy w wolnej chwili. Jednak z tego co widzę, raczej nigdy nie był naprawiany, o czym świadczy choćby fakt, że wszystkie tranzystory mocy są oryginalne od nowości. Obudowy są „nadgryzione” przez ząb czasu, ale środek wygląda tak, jak na fotografii:

Proszę zwrócić uwagę choćby na wielkość toroidalnego trafo we wzmacniaczu o mocy 2 x 500W (4 Ohm) i porównać ją ze współcześnie oferowanymi przez niektóre firmy końcówkami z klasycznymi zasilaczami. No ale końcówki to oddzielny temat i jeśli ktoś jest zainteresowany moją działalnością w tym zakresie, zapraszam do zakładki Historia – trzeba tylko przewinąć stronę do samego dołu:

https://pmpproaudio.pl/o-firmie/historia/

I żeby zamknąć temat „autoreklamy”  jeszcze jedno, całkiem aktualne ogłoszenie o sprzedaży  zestawów z głośnikami PMP:

Kompletne nagłośnienie oparte na profesjonalnych głośnikach i końcówkach mocy firmy PMP. Prawdziwa moc RMS (więcej o nagłośnieniach PMP na stronie pmpproaudio.pl) Kolumny niskotonowe 18″400W/4ohm w specjalnie zaprojektowanej i dostrojonej skrzyni 150 litrów z tunelami BR. Kolumny średnio/wysokotonowe 12″ 250W/4ohm + horn w obudowach Hand Box. Wszystko sparowane z końcówkami mocy 2X200W górna i 2X500W dolna z cięciem góra/dół 12dB/200Hz. Profesjonalne brzmienie, bardzo liniowa odpowiedź, nawet bez używania equalizera. Do zestawu komplet kabli na speakonach. Zapraszam na odsłuch.

Te głośniki zostały przełożone przez klienta z dużych obudów tubowych do mniejszych paczek, ale od nowości nigdy nie były naprawiane, a pracowały również około 25 lat, w swoim czasie bardzo intensywnie, np. na plenerowych imprezach na bulwarach Wiślanych w W-wie. Takich przypadków jak opisane miałem sporo w ubiegłych latach i przeszło przez moje ręce wiele własnych głośników, z których każdy miał co najmniej 2o lat. Czasem aż żal było je rozbierać i „reconować” ale wychodzę z założenia, że trudno po 2o latach zagwarantować, że głośnik będzie sprawny przez kolejne 2o. Chociaż…

No ale jak wspomniałem na początku artykułu, to już tylko historia i najwyższy czas na coś kontrastowego.

Turbo Sound made in China, czyli czego nie potrafi Behringer

Pokażę teraz całkiem współczesny głośnik, na który przyklejono logo bardzo poważanej w swoim czasie firmy. Tyle, że w czasach swojej świetności ten producent wykorzystywał przetworniki, przy których opisany poniżej jest jawną kpiną z klienta:

 

Pokazany na zdjęciach głośnik pochodzi z aktywnego zestawu Turbosound o oznaczeniu IQ 15, którego rynkowa cena w grudniu 2021 to około 5000 zł. Pierwsza fotka ściągnięta z sieci, druga to „konfrontacja”  z głośnikiem Truvox, a  trzecia to porównanie tego co zostało po demontażu, z pozornie podobnym kompletem naprawczym PMP. Jak widać (a przynajmniej fachowiec to widzi), to całkiem standardowy, budżetowej klasy „blaszak”, którego jedynym wyróżnikiem jest niebieski kolor kosza i naklejka Turbosound. Gdy jest nowy, wygląda całkiem ładnie, ale w środku to straszna słabizna i za chwilę wytłumaczę w czym rzecz. Jak dobrze poszukać, to taki głośnik jest dostępny na rynku jako część zamienna, właśnie do zestawu IQ 15 i można go nabyć za ok. 70E. Niedrogo, prawda? A skoro już o cenach mowa, to driver do zestawu IQ 15 jest do kupienia za ok. 30E, więc łatwo sobie wyliczyć, że koszt obu głośników z tej paczki w detalu zamyka się w kwocie 100E. W zamieszczonym na 1 zdjęciu poniżej tabelce można właśnie odszukać te dwie pozycje i sprawdzić cenę. Oczywiście można również zwrócić się w sprawie zakupu bezpośrednio do firmy Behrninger (tak jak to pokazuje 2 fotka) , więc jeśli ktoś jest ciekawy, zachęcam do skonfrontowania cen, ale przede wszystkim do zastanowienia się, czy aby najlepszym pomysłem jest zastępowanie tego czegoś, co wygląda tak jak na 3 zdjęciu czymś identycznym, tylko całkiem nowym:

 

Warto sobie uświadomić, że w przypadku tych paczek plastikowa skorupa i trochę „myśli technicznej’ w postaci modułu wzmacniacza i procesora wyceniona jest na kwotę lekko licząc 10x większą, niż detaliczna cena użytych w zestawie głośników.  Aż strach pomyśleć ile kosztowałby ten zestaw, gdyby zastosowano w nim profesjonalne przetworniki. Ale spokojnie, tak się z pewnością nie stanie, nawet jeśli Behringer „wchłonie” jakiegoś znanego producenta głośników, bo nie po to wykupuje różne firmy, żeby „robić im dobrze”, tylko żeby zwielokrotniać własne zyski, „podpierając się” popularnym logo. Wrócę jednak jeszcze do głośnika 15″ wykorzystanego w tym zestawie. Gdybym miał go do czegoś porównać, to np. do głośników f-my Celestion z serii Truvox, czyli typowego produktu budżetowego, który można nabyć za zbliżoną cenę. Porównanie jest o tyle zasadne, że jak widać na zdjęciu, oba przetworniki wykorzystują identyczny, blaszany kosz, a jedyną różnicą konstrukcyjną jest nieco większy magnes ferrytowy w głośniku Turbo (168 vs 156), ale już cewki mają identyczną średnicę 2.5″. Dla porządku trzeba jeszcze zauważyć, że w niebieskim głośniku występuje „ciało obce” w postaci plastikowego pierścienia paskudnie wklejonego w kosz (też pokazuję go na zdjęciu) do którego przyklejany jest dolny resor. Najwyraźniej zabrakło membrany o odpowiednich rozmiarach i trzeba się było jakoś ratować, co oczywiście nie jest jakąś „aferą” ale też świadczy o podejściu producenta. Na drugim zdjęciu zwracam uwagę na sposób wklejenia cewki w membranę i przede wszystkim na wyprowadzenia uzwojeń z cewki i łączenia ich z miękką linką (licą). Całość sprawia wrażenie, jakby ten głośnik montował ktoś, kto nie tylko robi to być może 1 raz w życiu, ale jest również pozbawiony jakiegokolwiek zmysłu estetyki, a nawet – nie zawaham się użyć tego określenia – poczucia przyzwoitości. Dla kontrastu,  na 3 fotce pokazuję, jak wygląda  to samo miejsce w profesjonalnym głośniku PMP:

Dodam, że membrana jest również podłej jakości,  czego może nie widać na zdjęciach, ale trafiła do mojego „muzeum”, więc zawsze mogę zademonstrować czym różni się od membrany PMP, choć „na oko” obie wyglądają podobnie. A skoro już przywołałem porównawczo Truvoxa, to jednak trzeba zauważyć, że są składane z trochę większą kulturą techniczną i jednak z nieco lepszych podzespołów, wiec w razie czego śmiało można je zastosować w tej paczce. Chyba, że ktoś  koniecznie musi mieć jednak kosz w kolorze niebieskim, z odpowiednią naklejką dodającą prestiżu. Mimo, że mój zestaw naprawczy pokazany na porównawczej fotografii waży o 20 g mniej (60 wobec 80) to sztywność membrany jest o wiele większa i dotyczy to również górnego zawieszenia. Sztywność zawieszenia oczywiście nie musi oznaczać wysokiego rezonansu, bo np. głośniki EVM 15L reconowane u mnie na tym zestawie  naprawczym mają ok. 40Hz. Nie musi, ale jednak czasem tak się dzieje, gdy np. „naprawiacz” zastosuje niewłaściwe, niepasujące do danego przetwornika podzespoły. Taki przypadek pokazuję na przykładzie „spapranej” regeneracji głośnika Electro Voice EVX 180B, który po tej naprawie zamiast firmowych 28Hz ma 60Hz. Wystarczy otworzyć ten link i przewinąć stronę  do litery E:

https://pmpproaudio.pl/oferta/naprawa-glosnikow/#przyklady_prac_serwisowych

Jak już wspominałem w zakładce o naprawach głośników z okazji regeneracji innych wyrobów z naklejką Turbosund (w tym wypadku chodziło o B&C), ta firma nigdy nie produkowała własnych przetworników. Kiedy zaś została wykupiona przez Behringera, niejako „z automatu” stosuje głośniki produkowane w fabryce nowego właściciela, lub w jakiejś „po sąsiedzku”. W tym, który trafił do mnie, padła kiepskiej jakości cewka, ale ponieważ dostarczono mi sam głośnik, nie mogę ocenić, jak ma się jego moc w odniesieniu do wzmacniacza z aktywnej paczki, w której jest wykorzystywany. Być może w tym przypadku rzeczywiście „zawinił” zbyt mocny wzmacniacz, bo gdy w swoim czasie testowałem aktywne paczki Behringera, to faktycznie niektóre z nich miały deklarowaną, stosunkowo dużą moc. Oczywiście podawanie dla tego zestawu mocy 2.5 kW to kiepski żart służb marketingowych Behringera, ale jeśli ma on powiedzmy „prawdziwe” 500W, to konstrukcja tego głośnika ma pełne prawo takiej mocy nie zdzierżyć. Realnie jest to głośnik o mocy 200-250W a i to pod warunkiem, że zastosowano by przyzwoitą, wytrzymałą cewkę i karkas. Ja, dla własnych głośników, z najbardziej wyrafinowaną, dwustronną cewką 2.5″ nawiniętą na karkasie z włókna szklanego i wygrzewaną w temperaturze 200 stopni, podaję moc w granicach 300W RMS i jeśli taki głośnik wytrzyma więcej, to jest to tylko dodatkowy „bonus” dla klienta.

Dodam jeszcze, że jedną z największych bolączek głośników z niebieskimi koszami, które nie są już niestety produkowane w Anglii przez firmę Precision Devices lub Fane (jak to miało miejsce w czasach największej prosperity Turbo Sound) są ich fatalnej jakości membrany. Na 2 zdjęciach poniżej pokazuję  (są to fotki ściągnięte z sieci) co zostało z membrany w głośniku zdecydowanie wyższej klasy niż ten, który wykorzystywany jest w zestawach IQ:

 

Mamy tutaj do czynienia z solidnym, aluminiowym koszem, bardzo przyzwoitym obwodem magnetycznym (podobnym konstrukcyjnie do Ciare)  i tylko ta nieszczęsna membrana psuje dobre wrażenie, choć uczciwie należałoby powiedzieć, że dyskwalifikuje ten głośnik, który jest do kupienia w sklepie za ok. 700 zł.  Dobry, zagraniczny fachowiec, który publikuje na Y.T. film opisujący naprawę tego głośnika, komentuje tą usterkę dokładnie tak ja ja, czyli zwraca uwagę na fatalną jakość membrany i dodatkowo na zbyt wysokie (27mm) uzwojenie cewki.

Na trzecim zdjęciu widać podobny przypadek, gdzie membrana po prostu się „rozleciała”, gdyż technologia ich produkcji to podobne nieszczęście, jak cewki wykonywane z drutów samospiekających.  To akurat zdjęcie przysłał mi klient, który pytał o możliwość naprawy posiadanej przez siebie paczki. Pozwolę sobie dosłownie zacytować fragment maila od klienta:

Dzień dobry.
Przez dwie imprezy miałem od czasu do czasu charczenie w głośniku, odkręcam a tu niespodzianka, jest to głośnik od Turbosound IQ12″ cewka sprawna. Jaka przyczyna awarii, czy jest to do zrobienia, jaki koszt i czas oczekiwania. Mam kolumnę na gwarancji czy można to reklamować. Jeśli można zapytać, czy można gdzieś kupić taki głośnik może Pan ma jakieś wiadomości.

Dostaje również inne informacje od znajomych i klientów, że głośniki w paczkach Behringera są tak fatalne, że czasem ich zamiana na „bazarowej” jakości produkty oferowane u nas przez różnych importerów nie pogarsza w żaden sposób ich brzmienia, choć kosztują jeszcze  mniej, niż chociażby wspomniane wyżej Celestiony. Można się więc  zastanawiać, czy jest to celowe działanie, obliczone na zyski z bardzo prawdopodobnych w tej sytuacji napraw, czy raczej  mamy do czynienia z zupełną ignorancją techniczną i brakiem podstawowej wiedzy w zakresie produkcji głośników, no ale to byłoby bardzo złą informacją dla potencjalnych nabywców.

Wyjaśnię  teraz pokrótce w czym rzecz z tą „chińską technologią” produkcji membran. Otóż dla przyspieszenia procesu produkcyjnego, rozwodniona celuloza, która rozprowadzana jest na sicie matrycy, poddawana jest następne procesowi prasowania na gorąco (w temp. ok. 200 stopni) co ma fatalny, destrukcyjny wpływ na strukturę molekularną włókien celulozy. Prowadzi to do osłabienia wiązań strukturalnych i w efekcie powoduje, że tak wykonana membrana nie stanowi „monolitu” i bardzo łatwo ulega destrukcji, czasem całkowitej. Są dostępne w sieci filmy, na których widać, jak dwóch chińczyków wykonuje takie membrany w tempie ok. 1 szt na minutę, podczas gdy wykonanie membrany przy użyciu technologi stosowanej w mojej firmie trwa co najmniej pół godziny albo i więcej, gdy chodzi o duże średnice. Mogę tylko powiedzieć, że niemal identycznie (choć oczywiście szybciej, bo w warunkach przemysłowych) produkowane są membrany najwyższej klasy w jednej z firm brytyjskich,  stosowane przez niektórych czołowych producentów głośników na świecie. Tyle, że kosztują wielokrotnie więcej niż popularne „chińczyki”, co przy masowej produkcji ma już oczywiście duże znaczenie.

Żadnego z prezentowanych głośników Turbo Sound nie naprawiałem, choć teoretycznie jest to możliwe, ale zaproponowałem jednemu z klientów inny, wcześniej zregenerowany głośnik, również ze względu na konieczność szybkiego uporania się z problemem. Dostałem informację, że sprawuje się znacznie lepiej niż oryginał, co akurat jakoś wcale mnie nie dziwi.

Jako podsumowanie zadam zasadnicze pytanie, jeśli chodzi o moje podejście do tematu:

Co z tego, że zestaw IQ 15 i jego inne wersje może pracować w sieci i ma różne, podobno „nowatorskie” rozwiązania, skoro jego kluczowy dla każdego zestawu głośnikowego podzespół to techniczna porażka i wręcz modelowy przykład tego, co zwykliśmy nazywać „chińszczyzną” w najgorszym tego słowa znaczeniu?

To tyle, jeśli chodzi o drugi artykuł w tym roku i już teraz zapraszam do lektury kolejnego, który powinien ukazać się 22 stycznia. Anonsuję obszerny artykuł omawiający – a jakże by inaczej – upadek bardzo znanej firmy głośnikowej, której „gadżeciarskie” wyroby można obecnie nabyć w każdym markecie, a produkty z serii „pro” w „dobrych sklepach muzycznych”. Będzie trochę historii i jeszcze więcej teraźniejszości oraz nie omieszkam oczywiście pokazać, na czym polega różnica między rękodziełem a chińską tandetą.

Zdrowych i Wesołych Świąt życzę wszystkim, a moim fanom w szczególności:)

Piotr Peto

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetlenia od Września 2016: 117968    Użytkownicy online: 9