PMP Pro Audio

Zdrowa Woda w Piasecznie

Dziś będzie o pewnym koncercie zaprzyjaźnionej kapeli, na którym kilka dni temu miałem okazję być  w moim mieście.

Jak Państwo wiedzą, z branżą muzyczną jestem związany gdzieś tak od 30 lat. Co prawda nie jestem muzykiem, ale z racji różnych działań zawodowych znam dość dobrze to środowisko, a więc siłą rzeczy także jego problemy i oczywiście wielu artystów. Począwszy od środowiska jazzowego, przez blues-rockowy mainstream, a skończywszy na młodych raperach. Wielu z tych artystów gościło w domu autora, często do późnych godzin nocnych, choć od razu muszę dodać, że muzycy ci zawsze wracali do domu własnymi samochodami i żaden policjant ani milicjant nie miałby najmniejszego pretekstu do zatrzymywania im prawa jazdy. Nie chcę tu wymieniać żadnych nazwisk, bo nie chodzi przecież o imponowanie czytelnikom znajomościami, a poza tym, zdjęć nie robiłem, więc ciężko było by mi udokumentować te wizyty. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy zarobkowe uprawianie zawodu muzyka wymagało posiadania papieru o nazwie „weryfikacja” wydawanego przez właściwe organa administracji państwowej. Prawda, że fajna nazwa ? Szczególnie dziś, gdy określone siły są „weryfikowane” w Marszu przez społeczeństwo…No ale ma być o koncercie, a nie polityce, więc wracam do tematu.

Nie chwaląc się muszę zdradzić, że dość dobrze słyszę i potrafię ocenić „jakość” przekazu artystycznego zarówno w kategoriach czysto artystycznych, jak i od strony technicznej, czyli wszystkiego co się wiąże z faktem, że w przeciwieństwie do orkiestry symfonicznej, inne rodzaje muzyki nie mogą obyć się bez prądu, nawet w trakcie koncertów określanych mianem „unplugged”. Czasem fakt owego „nadsłuchu” potrafi przeszkodzić w odbiorze sztuki, gdyż człowiek taki jak ja nie potrafi wyłączyć organu słuchu tylko dlatego, żeby się np. dobrze bawić, lub po prostu cieszyć z obcowania z artystami. A to mi za głośno, a to za mało selektywnie, a to fałszywie, a to czasem wręcz zupełnie do niczego i wtedy wychodzę, o czym napisałem już w felietonei poświęconym koncertowi Dream Theater.

No ale na ostatnim koncercie o którym zaraz napiszę wytrwałem do końca i to nie tylko dlatego, że wstępnie byłem umówiony z kapelą na wizytę w moich skromych progach połączoną w planach z konsumpcją szarlotki upieczonej przez moją ładniejszą i lepszą połowę. Od razu muszę poinformować, że niestety nie doszła ona do skutku – głównie ze względu na późną porę i fakt, że muzyków czekała jeszcze ok. 250 km podróż do domu. Teraz będzie pierwsza fotografia z tej imprezy, zrobiona po próbie, ale przed koncertem, gdy muzycy jeszcze się posilali i uzupełniali płyny, bo do W-wy mają kawałek drogi:

mała scena czeka na muzyków

Zespół Zdrowa Woda, bo to właśnie o nim będzie mowa, to już legenda naszej sceny bluesrockowej. Istnieją od 1988 roku i żeby nie przepisywać biografii, odeślę teraz zainteresowanych na oficjalną stronę internetową kapeli :

https://www.zdrowawoda.net.pl/index2.php?o=page,1

I może na ten teledysk:

Warto może tylko podkreślić, że jak podaje oficjalna biografia „w 1992 r., wspólnie z Jerzym Owsiakiem, grupa zainicjowała akcję Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z którą utożsamia się do dziś.

Ja miałem przyjemność poznać osobiście muzyków Zdrowej Wody w 2008 roku, kiedy to przebywałem na kuracji w Ciechocinku. Odbywa się tam coroczny festiwal muzyczny Blues Bez Barier, a właśnie w 2008 roku grupa obchodziła w swoim rodzinnym mieście 20-to lecie działalności. Oczywiście znałem ich z nagrań, ale nie mogłem przecież przegapić okazji usłyszenia kapeli na żywo. Z relacją z tego wydarzenia można zapoznać się w tej zakładce w pliku PDF  „Gwiazdy na małej scenie”.

I muszę przyznać, że byłem oczarowany. Z jednej strony dlatego, że klimaty muzyczne w których porusza się zespół są bardzo bliskie tym, których sam słucham często w domowych pieleszach, a z drugiej dlatego, że muzycy zaprezentowali świetny show, dając pokaz nie tylko wirtuozerskich umiejętności, ale również doskonałej gry zespołowej. Przed koncertem w Ciechocinku i w czasie który nastąpił po nim miałem trochę czasu, aby przyjrzeć się bliżej kapeli, między innymi dlatego, że mieszkańcem Ciechocinka jest założyciel i kierownik muzyczny Zdrowej Wody, gitarzysta Sławek Małecki, który oprócz pracy z zespołem zajmuje się również edukacją młodzieży, jako nauczyciel muzyki i kierownik chóru w rodzinnym mieście. Oto i on:

Kierownik na 1 planie

Ale potem głównie kontaktowałem się z Krzyśkiem Toczko, drugim gitarzystą zespołu, który kiedyś był członkiem zespołu Dżem, a do Zdrowej Wody dołączył w 1997 roku. To właśnie on pierwszy „zagadał” do mnie jeszcze przed koncertem, przysłuchując się mojej rozmowie z ekipą nagłaśniającą. Powiedział coś takiego : „Cześć, jestem Partyzant i będę grał tu koncert ze Zdrową Wodą i będzie też występował mój syn – zapraszam”. Podziękowałem, wymieniliśmy namiary no i tak to się zaczęło. Niby nic, zwyczajne muzyczne kontakty, ale czasem miło jest dostać płytę z dedykacją, tak jak ja dostałem potem od zespołu w uznaniu pewnych działań które podjąłem.

Oto Krzysztof z  Markiem,  wokalistą i autorem tekstów, o których jeszcze wspomnę:

K.K.

Partyzant,podobnie jak Sławek Małecki również uczy, gdyż ma do tego uprawnienia jako mgr. wychowania muzycznego. Jednak oprócz działalności w Zdrowej Wodzie udziela się bardzo aktywnie w projektach solowych, prezentując niezwykłe umiejętności gry na gitarze, często w konwencjach bardzo dalekich od tego, co na co dzień prezentuje w macierzystej kapeli. Myślę, że najlepsze co mogę zrobić, to podać link na profil Partyzanta na YouTube, gdyż trudno słowami opisać to, co tam można zobaczyć i posłuchać :

https://www.youtube.com/user/partyzgit

Warto również dodać, że syn Partyzanta, Mikołaj, to uzdolniony młody perkusista, który już wieku 11 lat zagrał na koncercie z Marylą Rodowicz, a obecnie występuje w duecie z ojcem, choć przez pewien czas grał w m.innymi z „dorosłym” zespole Heldorado.

Oczywiście trudno sobie wyobrazić kapelę rockową bez frontmana wokalisty i bez tekstów, które w sprzyjających okolicznościach publiczność będzie śpiewać razem zespołem. Takim kimś jest od początku w Zdrowej Wodzie Marek Modrzejewski, wokalista i autor tekstów, które doskonale pasują do muzyki i vice – versa. Czasem są to proste frazy o relacjach między płciami, innym  znów razem bardziej refleksyjne spostrzeżenia o otaczającym nas świecie, ale zawsze tekst stanowi ważny element przekazu płynącego ze sceny i z pewnością nie jest jedynie dodatkiem do muzyki. Przyznam się Państwu, że niektóre frazy, choćby te, z doskonałej, przedostatniej płyty ” Między mężczyzną a kobietą ” dość mocno zapadły mi w pamięć..

Zamknij gniewne usta

niech się nie garną więcej już

do złych słów

wykrzycz się do lustra

jeżeli musisz

do mnie zaś

szeptem mów..

( mój nerw – frag. )

Gdyby tak faktycznie Ci co muszą krzyczeć, chcieli to robić do lustra, to może świat wyglądałby nieco lepiej…

Sekcja rytmiczna to też oczywista oczywistość w rockowej kapeli, choć np. The Doors obywali się bez basisty…

Ale w przypadku Zdrowej Wody wszystko znajduje się na właściwym miejscu, sekcja robi to co do niej należy, a na ostatnim koncercie perkusista, Dawid Leszczyk zagrał bardzo fajne, chyba ponad 5 -cio minutowe solo w czasie, gdy reszta muzyków poszła się na chwilę zrelaksować w okolice baru.

Swoją drogą perkusista ma najgorzej : nie dość, że siedzi z tyłu i najmniej go widać, to jeszcze nie może ani na chwilę opuścić „posterunku”. No ale takie dylematy to miał już Ringo Starr, który mimo tych ograniczeń gra do dziś, więc można domniemywać, że to zajęcie dobre zarówno dla 10 -cio jak i 70 – cio latków.

26112011749

Impreza którą relacjonuję odbywała  się w małej salce klubu bilardowego, a mimo to, trudno mówić o specjalnym tłoku. Sądzę, że koncertu nie słuchało więcej niż 100 osób. Kiedy rozmawiałem z kapelą na temat ich występów, to dowiedziałem się, że koncertują jednak dość regularnie, zimą głównie właśnie w klubach, a latem dochodzą do tego występy plenerowe. Nie jest źle, choć oczywiście nie będąc zespołem z pierwszej ligi nie mogą liczyć na takie gratyfikacje jak artyści z topu. Wiąże się z tym siłą rzeczy kilka niedogodności, jak choćby niemożność zatrudnienia na stałe własnego akustyka, co czasem negatywnie odbija się na jakości dźwięku na koncertach. Tak było również niestety i tym razem, bo przede wszystkim było zdecydowanie za głośno, o czym świadczy choćby fakt, że lepiej słyszę występ którego fragmenty nagrałem sobie na telefon komórkowy i puszczam teraz w komputerze, niż miało to miejsce na żywo. Ja rozumiem, że kapela rockowa wymaga dużego „poweru”, ale jeśli zbyt duża ilość decybeli powoduje np. nieczytelność wokalu, albo zlewanie się dźwięków w jeden muzyczny „glut”, a w dodatku sala jest na tyle mała, że nie można odejść odpowiednio daleko, to sytuacja wydaje się bez wyjścia. Ja co prawda w trakcie występu udałem się do toalety i tam już było znośnie, no ale trudno raczej kontemplować sztukę w takim miejscu…

Zdrowa Woda przywiązuje dużą wagę do improwizacji i tak też było tym razem. Myślę, że ok 30% czasu całego występu zajęły właśnie elementy improwizowane, co z jednej strony pozwala muzykom pokazać pełnię swoich umiejętności, ale z drugiej ogranicza jednak możliwość zaprezentowania większej ilości repertuaru, którego akurat tej kapeli nie brakuje. Improwizacje w przypadku Zdrowej Wody to przede wszystkim dialogi dwóch gitar, które od dziesiątków lat stanowiły „znak firmowy” wielu bandów rockowych i bluesrockowych. Wymienię tutaj choćby uwielbiany przeze mnie Wishbone Ash, czy doskonałe Thin Lizzy, albo przenosząc się za ocean, takie ikony jak Lynyrd Skynyrd czy Allman Brothers.

Oczywiście na koncercie nie mogło zabraknąć hymnu piwoszy czyli utworu „Piwo”, którego słowa jak się okazało znało wielu słuchaczy i zachęceni przez frontmana odśpiewali je wspólnie z kapelą. Zresztą utwór „Wino” również się pojawił, a o ile wiem, pieśni „Wódka” zespół nie ma w repertuarze, choć utwór o człowieku „po wódce” i owszem i zdaje się, że również należy on do żelaznego repertuaru koncertowego.

Zagrali też 2 utwory z najnowszej płyty „Policz Czas” , której pierwszy, pilotażowy nakład już się rozszedł, ale zespół zapowiada, że po podpisaniu kontraktu z nową wytwórnią nastąpi jego wznowienie. Tak więc pomijając kwestie nagłośnienia zabawa była fajna – tym bardziej, że członkowie kapeli nie mają żadnych cech źle pojmowanego gwiazdorstwa i chętnie wchodzą w interakcje ze słuchaczami. Można sobie robić z nimi zdjęcia, chętnie rozdają autografy, a po koncercie nie wymykają się chyłkiem, tylko spokojnie piją kolejne piwo :))

Łoją na luzie

To tyle jeśli chodzi o występ Zdrowej Wody w moim mieście, a chętnych zapraszam na moje konto na YouTube, gdzie zamieściłem kilka plików wideo z tego koncertu, nagranych telefonem komórkowym, ale moim zdaniem całkiem nieźle słychać.

https://youtu.be/UBavWdTUXLI

Refleksja na zakończenie :

Nie wiem jak Państwo, ale ja w zasadzie w ogóle nie ściągam muzyki z sieci, a już na pewno nie po to, żeby jej słuchać na domowym sprzęcie. Do tego celu kupowałem kiedyś czarne płyty, a od czasu gdy wymyślono CD zgromadziłem ich na tyle pokaźną kolekcję, że gdybym każdego dnia chciał słuchać innej płyty, to na kilka lat by mi wystarczyło. Oczywiście przegrywam sobie płyty od znajomych (i vice – versa) dla własnych potrzeb, bo wiele muzyki którą lubię jest praktycznie niedostępna w sklepach, a w ściąganie płyt z zagranicy nie mam zamiaru się bawić. Internet służy mi wyłącznie do poznawania tych artystów o których mało wiem, albo do oglądania klipów tych, których lubię. Upadek rynku płytowego stawia w trudnej sytuacji zespoły, które nie mogą liczyć na dobrą kasę z koncertów. Warto w tym kontekście zauważyć, że pierwszą swoją płytę Zdrowa Woda nagrała po OŚMIU latach aktywnej działalności koncertowej, a przecież wtedy jeszcze internet nie był tak popularny jak dziś.

Piotr Peto

 

Wyświetlenia od Września 2016: 84386    Użytkownicy online: 2