PMP Pro Audio

Garść ciekawostek po przerwie

Artykuł do pobrania w formacie PDF:
Garść ciekawostek po przerwie

Dzisiejszy wpis, w przeciwieństwie do poprzednich, będzie wielotematyczny i niezbyt długi, ale za to wzbogacony materiałem wideo w dwóch wątkach, a pierwszy i drugi znów poświęcę technice głośnikowej. Przy okazji chciałbym poinformować, że nie planuję żadnej aktywności tego typu na kanałach społecznościowych (jak choćby You Tube) i że jedyną możliwością śledzenia moich doświadczeń w zakresie techniki estradowej pozostanie strona internetowa PMP.

A teraz już pierwszy temat:

Rozwiewanie mitów, czyli OHM made in England

 

Dodam jeszcze kilka fotek na wypadek, gdyby komuś nie chciało się odtwarzać całego filmu, który trwa 10 minut:

 

Jeśli chodzi o skorodowane kosze, to na ten temat odbyłem kilka dni temu rozmowę z właścicielem krajowej odlewni, której w swoim czasie zlecałem „produkcję” własnych koszy. Uzyskałem informację, że współcześnie wiele materiałów tylko „na oko” przypomina aluminium, co potwierdzają badania wykonywane na zlecenie tej firmy przy użyciu spektrometru. Takie materiały mają zazwyczaj wielokrotnie niższą temperaturę topnienia niż „prawdziwe” aluminium (900 stopni), co ułatwia produkcję, szczególnie przy użyciu technologii wtryskowej. Biały proszek widoczny na koszach OHM to tlenki materiału z którego go wykonano i dodam jako ciekawostkę, że kiedyś nabyłem fabrycznie nowe, chińskie kosze, które również cierpiały na podobną przypadłość. Niejako „przy okazji’ spytałem szefa firmy, z którą współpracowałem ponad 25 lat,  czy obecnie przyjąłby ode mnie takie zlecenie.  Niestety okazało się, że dziś by się tego nie podjął, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu o słuszności decyzji o zaprzestaniu „przygody” z wytwarzaniem głośników.

Natomiast podsumowując wątek „filmowy” z przykrością muszę stwierdzić, że przeżyłem spore rozczarowanie, bo nie mając do tej pory okazji demontażu głośników OHM nie sądziłem, że będzie aż tak kiepsko. Fatalna jakość koszy, korodujące nabiegunniki i słaba jakość zawieszeń to trzy czynniki, które kładą się poważnym cieniem na renomie producenta. A szkoda, bo pomijając obróbkę galwaniczną jestem jak najlepszego zdania o konstrukcji bardzo solidnych obwodów magnetycznych, kosze (pomijając utlenianie) też są sensownie zaprojektowane, cewki nie wzbudzają zastrzeżeń i dotyczy to również membran, jednak z wyłączeniem górnego zawieszenia. Porównując wyroby „manufaktury” OHM z wyrobami „rękodzieła” PMP każdy może wyciągnąć własne wnioski i na koniec tylko dodam, że te głośniki OHM-a podobno wciąż można kupić w cenie ok. 2.5 tys. zł/szt. Co ciekawe, podobna cena obowiązywała również ok. 20 lat temu, co wiem od klienta, który taką „ofertę” otrzymał wówczas od jednego z krajowych dystrybutorów. Może to dlatego, że równo 21 lat temu kursy walut były niemal identyczne jak dziś:

Dla porównania dodam, że głośniki PMP pokazane na filmie i sprzedane luzem w 2001 roku kosztowały wówczas 800zł/szt i żadnym aspekcie nie ustępowały produktowi brytyjskiemu i jak widać, znacznie lepiej zniosły upływ czasu, choć są o 7 lat starsze. Miały też większą skuteczność, przy porównywalnej indukcyjności w identycznej szczelinie w obwodzie i można śmiało założyć, że dysponowały bardzo zbliżoną mocą. Biorąc pod uwagę fakt, że gdyby nie uszkodzenie mechaniczne w transporcie grałyby jeszcze przez wiele lat, nasuwa się wniosek, że nie ceniłem się odpowiednio i oczywiście teraz tego żałuję, ale za to użytkownicy głośników PMP nawet po z górą 20 latach nadal mogą się cieszyć z dobrej inwestycji. Przypomnę w tym miejscu, że w jednym z felietonów opisałem przypadek odkupienia przeze mnie niedawno 6-ciu własnych głośników z końca lat 90 i pokazałem w jakiej są kondycji:

https://pmpproaudio.pl/stary-meyer-sound-i-calkiem-nowy-turbo-sound-czyli-o-awariach-glosnikow-c-d/

Wystarczy przewinąć wpis do tego śródtytułu:
Tytułem podsumowania pierwszego wątku jeszcze jeden „wtręt” osobisty:

Mimo tego co napisałem powyżej, nadal uważam firmę OHM za dobrego producenta, szczególnie w zalewie wszechobecnej chińszczyzny. Znawcy tematu wiedzą, że w swoim czasie produkowali swój sprzęt również w Polsce, ale to już chyba historia. Miałem również przyjemność testować kilka wyrobów Ohma (np. procesor głośnikowy Oyster i pasywny Sub CS-18), które osobiście dostarczył mi krajowy dystrybutor, ale niestety nie dysponuję plikami PDF tych testów, które w 2013r ukazały się w miesięczniku Muzyka i Technologia.

xxxxxxxxxxxxxxxxx

Kolejny wątek poświęcę paczkom firmy, którą kiedyś odwiedził nawet amerykański prezydent, chyba w ramach wspierania własnych producentów. Tyle, że dzisiaj Peavey to typowy „Chińczyk”, choć paczki o oznaczeniu HISYS 2XT dostarczone do mojego warsztatu zmontowane zostały w Anglii. Oto dane tej serii ściągnięte z sieci:
Peavey HISYS-manual

A poniżej opis przypadku:

Peavey, czyli awaria totalna.

W paczkach, których ogólnego zdjęcia nie zrobiłem, więc zamieszczam fotkę z sieci na której widać dokładnie ten model z obu stron,  działał prawidłowo tylko jeden głośnik marki Beyma, który został przez kogoś zamontowany zamiast oryginalnego Black Widow, któyry jak się domyślam, już wcześniej padł. Oba drivery były uszkodzone, a oryginalnie montowany 15″ Black Widow rozcentrował się i cewka ocierała o nabiegunnik. Niejako przy okazji „rozpracowałem” zwrotnice, bo w jednej z nich uszkodzona była zarówno żarówka, jak i bezpiecznik polimerowy i ewidentnie zabezpieczenia nie zadziałały, skoro cewka drivera też się upaliła.W drugiej co prawda żarówka i bezpiecznik były nieuszkodzone, ale driver również nie przetrwał. Nie wdając się w rozbudowaną analizę schematu mogę tylko ostrzec, że gdy w tak zaprojektowanej zwrotnicy uszkodzi się żarówka (niekoniecznie z powodów „elektrycznych”) to nie działają również rezystory dodatkowo ograniczające prąd płynący przez cewkę drivera i w związku z tym, „przy okazji” maleje również częstotliwość podziału, co stwarza duże zagrożenie dla głośnika wysokotonowego.  Co prawda w szereg włączony jest również bezpiecznik polimerowy, ale o bardzo małej wartości, co w tym konkretnym przypadku spowodowało fizyczne „rozerwanie” go na kawałki i przypalenie płytki (pokazuję to na zdjęciu)  a cewka drivera ewidentnie się spaliła.

 

Firma Peavey opisuje ten układ jako „Sound Guard” i nawet można kupić płytkę z takim zabezpieczeniem oddzielnie, za skromne 60$ + transport z USA:

Żarówka pewnie też jest w komplecie, ale jeśli nie, to u nas można taką nabyć za ok. 5zł.

Wartością dodaną tej zwrotnicy jest możliwość pracy zarówno w trybie pełnopasmowym, jak i w Bi-Amp, co uzyskujemy poprzez przełożenie łączówek na płytce. Mamy również do dyspozycji przełącznik opisany jako Flat i Voice, który trochę mnie zaintrygował, bo działa w ten sposób, że zwiera cewkę włączoną w szereg z głośnikiem 15″, czyli w jednym położeniu działa filtr dolnoprzepustowy o nachyleniu 6dB/okt. a w drugim jest pominięty, co oczywiście powoduje, że głośnik gra pełnym pasmem, „ile mu fabryka dała”. Dzięki temu paczka ma więcej środka i moim zdaniem „na ucho” gra lepiej, co być może wiąże się z bardzo wysoką częstotliwością podziału drivera, o czym świadczą choćby elementy filtra, czyli cewka o indukcyjności 0.4mH i kondensator o pojemności 2,2 mikrofarada.

Jak sobie poradziłem w przypadku tej awarii?  Zamontowałem parę innych, jednakowych głośników o mocy adekwatnej do posiadanego przez klienta powermiksera, sprowadziłem zamienniki zestawów naprawczych driverów (bo oryginały od dawna są niedostępne), naprawiłem zwrotnicę i tyle. Paczki są sprawne, klient zadowolony tym bardziej, że niejako przy okazji doprowadziłem do pełnej sprawności Powermikser f-my Thomann, kupiony ok. 20 lat temu. Trzeba było wymienić oba gniazda Speakon i przekonserwować suwaki. To urządzenie sam kiedyś sprowadzałem i testowałem i wciąż uważam, że to bardzo przyzwoity wyrób. Dziś już takich raczej się nie produkuje. Poniżej kilka fotek, które zrobiłem w roku 2007:

 

Warto np. zauważyć, że sekcja końcówek i miksera to w zasadzie dwa zupełnie niezależne moduły i to do tego stopnia, że nawet zastosowano dwa oddzielne toroidy do zasilania wzmacniaczy mocy i miksera. Oczywiście nie muszę dodawać, że urządzenie dysponuje „prawdziwą” mocą i nie pamiętam, żebym kiedykolwiek naprawiał końcówkę z tego miksera, choć w swoim czasie było ich sporo na rynku. To klasyczny przypadek sytuacji, gdy Chińczyk potrafił, jeśli tylko był odpowiednio zmotywowany. A firma Thomann, która właśnie obchodzi 70-cio lecie istnienia, z pewnością ma sporo argumentów przetargowych w tym kontekście.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxx

4 KW czy 1.5kW? czyli o zabiegach marketingowych po raz kolejny

Na zakończenie zostawiłem sobie temat nawiązujący wprost do ostatniego wpisu o końcówkach mocy. Kolega poszukiwał jakiejś końcówki do napędu mojego zestawu głośników i trafił się Crest o oznaczeniu CC 4000. Firma o uznanej renomie, a deklarowana moc wzmacniacza była akurat odpowiednia do zasilania dołów, więc postanowiliśmy go przetestować przed ewentualnym zakupem. Poniżej prospekt z opisem tej rodziny:

Crest-Audio-CC-Series-Spec-Sheet

I kilka fotek z warsztatu:

Szczególnie zwracam uwagę na ostatnią, na której pokazany jest automatyczny, resetowalny przez użytkownika bezpiecznik. Na „dzień dobry” nie działał jeden kanał i wyglądało na to, że po prostu nie dochodzi do niego sygnał sterujący. Na szczęście udało się dość szybko zlokalizować przyczynę, czyli isostat na tylnym panelu, który po potraktowaniu niezawodnym WD 40 zadziałał i kanał „ruszył”. A skoro tak, to po podłączeniu obciążenia 8 Ohm pod oba kanały podałem na wejście sinus 1kHz i spróbowałem wysterować wzmacniacz na pełną moc. Okazało się, że ma stosunkowo niską czułość, bo ok. 1.8V, ale pomiar wykazał moc zbliżoną do deklarowanej i to zarówno na 1kHz jak i 100Hz. Niestety wzmacniacz nie ma żadnych filtrów pasmowych, więc w systemie koniecznie należy zastosować stromy filtr dolnozaporowy, aby nie uszkodzić głośników zbyt niskimi częstotliwościami. Taki filtr przyda się również powyżej 20kHz, bo wówczas sinus staje się już niezbyt ładny, co nie ma miejsca na niższych częstotliwościach. Do tego momentu można było uznać, że wzmacniacz zachowuje się poprawnie. „Schody” zaczęły się po przełączeniu obciążenia na 4 Ohm (faktycznie jest to u mnie ok. 3.2 Ohma, podobnie jak ok. 6.5 Ohma dla „nominału” 8 Ohm). W tym trybie po ok. 3 sekundach zadziałał automatyczny bezpiecznik i końcówka się wyłączyła. Spore zaskoczenie, bo przecież producent zapewnia, że wzmacniacz może nawet pracować na obciążeniu 2 Ohm na kanał i że wówczas oddaje 2 x 2 kW. Skoro się wyłączył, to zaczęliśmy z kolegą drążyć temat i od razu zwróciliśmy uwagę na parametry bezpiecznika. Jak widać, nominalny prąd pracy to 10A, a prąd wyłączenia to 13A. Skoro tak, to przeprowadziliśmy kolejny test, tym razem podłączając amperomierz do obwodu pierwotnego trafo i postanowiliśmy nie „katować” końcówki pełną mocą, tylko wysterować ją poziomem wejściowym 1.2V, oczywiście nadal na obciążeniu 2 x 4 Ohm (realnie 2 x 3,2). W tych okolicznościach wzmacniacz oddał na kanał niecałe 800W i…wyłączył się po ok. 5 sekundach. Jaki pobierał wówczas prąd z sieci? Ano ponad 14 A, więc nic dziwnego, że wbudowany automat musiał zadziałać. Zawsze gdy badam urządzenie tego typu, notuję sobie w zeszycie dane uzyskane w trakcie pomiarów i poniżej zamieszczam fotkę, jak to szczegółowo wyglądało:

No to ja się pytam, o co chodzi? Wzmacniacz, który teoretycznie ma pracować na 2 Ohm i łącznie oddawać 4 KW „poddaje się” przy 1.5 Kw po 3 sekundach? To przecież jakiś żart ze strony Chińczyka, nawet biorąc po uwagę fakt, że to produkt budżetowy. Firma poszła po najmniejszej linii oporu, nie bawiąc się w żadne „wyrafinowane” zabezpieczenia, które opisywałem w felietonie o końcówkach mocy, choć w prospekcie jest o tych zabezpieczeniach kilka stron. Ostatnia uwaga na kartce, czyli ta o sprawności końcówki oczywiście musi być skomentowana przeze mnie, bo doskonale wiem, że sprawność wzmacniacza rośnie przy mocy maksymalnej, więc być może dałoby się z niego wydusić jakieś 60%, ale nie ma tego jak zmierzyć, bo przy większej mocy bimetal wydaje charakterystyczny dźwięk i wyłącza się niemal natychmiast. Wiem również, że wzmacniacz pracuje w klasie H, więc przy sygnale muzycznym i podłączonych głośnikach pewnie dawałby jakoś radę, ale i tak uważam, że ta konstrukcja się nie broni. Nie broni się również dziwaczna mechanika, „upierdliwa” serwisowo i warto zauważyć, że np. wszystkie tranzystory mocy są mocowane od spodu radiatora i nie tylko nie ma do nich dostępu, ale nawet ich nie widać, podobnie jak rezystorów emiterowych. Jeśli spojrzeć na schemat, to wydaje się, że mimo wszystko wzmacniacz spokojnie poradziłby sobie z większym obciążeniem (choć nie na 2 Ohm) i  problem tkwi w tym bezpieczniku o zbyt małej wartości, który zastosowano zapewne „na wszelki wypadek”.

Jak niektórzy wiedzą, w swoim czasie wykonywałem wiele testów sprzętu estradowego dla róznych krajowych dystrybutorów i pozwolę sobie teraz wkleić fragment testu końcówki Proel HPX 6000 i proszę o zwrócenie uwagi na kwestie „prądowe”:

Po podłączeniu obciążenia zastępczego i podaniu na wejście wzmacniacza sygnału sinus 1kHz,udało mi się uzyskać ok. 2 x 1000 W przy obciążeniu 2 x 8 Ohm, i ok 2 x 1500W przy 2 x 4 Ohm. W dole pasmo przenoszenia sięga bez żadnego spadku do częstotliwości 20Hz, a w górze 50kHz przy spadku 3dB.  Mierząc tylko jeden kanał obciążony rezystancją 4Ohm udało mi się „wycisnąć” z końcówki 83V, co daje moc 1722W i taki pomiar, będący zrzutem ekranu cyfrowego oscyloskopu, możecie państwo zobaczyć na załączonej fotografii. Większego napięcia nie można uzyskać, ponieważ nie pozwalają na to wbudowane na stałe limitery typu „hard”. Ponieważ posiadam również przyrząd, pozwalający dokonywać pomiarów dużych prądów RMS, zmierzyłem pobór mocy końcówki od strony sieci, przy różnych wariantach obciążenia wyjściowego. Dla przykładu powiem, że przy 2 x 1500W na wyjściach głośnikowych, końcówka pobiera z sieci 26A, co przy napięciu 210V daje około 4800W. Oznacza to, że sprawność wzmacniacza wynosi 60%, o czym już wcześniej wspominałem. (….)  A skoro o poborze prądu mowa, to wyraźnie chcę podkreślić, że celowo nie badałem wzmacniacza na obciążeniu 2 Ohm. Dlaczego ? Ano dlatego, że instrukcja wyraźnie podaje, że takie obciążenie dopuszczalnie jest tylko w chwilowych, bardzo krótkich impulsach (40 milisekund), więc gdybym obciążył końcówkę w sposób ciągły, z pewnośćią spowodowałbym zadziałanie bezpiecznika sieciowego, który nawet przy 2 x 4 Ohm pracował już na granicy swoich możliwości, a w zasadzie jego prąd nominalny był przekroczony, więc starałem się nie przedłużać testu.

A końcówka od środka wygląda tak i z tego co wiem, jest chwalona przez użytkowników, również pod względem niezawodności:

A na jeszcze jednej fotce pokażę tylny panel budżetowej końcówki T-Amp, Model 2400MK2, która ma niemal identyczne parametry mocowe jakie deklaruje Crest i podobną konstrukcję (czyli klasyczny zasilacz pracujący z dwoma napięciami). Jak widać, zastosowano w bezpiecznik o dwukrotnie większym prądzie nominalnym, czyli 20A. Testowałem te końcówki już wiele lat temu i na pełnej mocy nie wyłączały się nawet po kilku minutach i oczywiście bezpiecznik się nie przepalał:

https://www.thomann.de/pl/t-amp_ta2400.htm

Na koniec wkleję jeszcze jeden filmik pokazujący inną końcówkę, którą testowałem kilka dni po tym, jak badałem Cresta. Komentarz może być tylko jeden: to zupełnie inna liga pod absolutnie każdym względem i mógłbym to łatwo udowodnić, ale nie chcę rozszerzać wpisu ponad miarę. Warto jednak wziąć pod uwagę choćby to, że EV deklaruje mniejszą moc niż Crest i nawet ta mniejsza (ale realnie osiągalna) i tak jest większa niż realna moc Cresta i nie ma problemu z ciągłą pracą. Sinus jest idealny nawet przy 40kHz, a na 20Hz działa już filtr -3dB, czyli dokładnie taki, jakiego nie ma „konkurencja”. Można powiedzieć, że „Niemiec” potrafił, choć oczywiście kazał sobie za to płacić niemałe pieniądze i warto też zauważyć, że te wzmacniacze zadebiutowały na rynku mniej więcej w tych latach, w których Crest (czyli Peavey) wprowadził do sprzedaży swoje „wynalazki”. No i jest powszechnie wiadomo, że ta końcówka były oferowana również z logo Dynacorda (z oznaczeniem CL 1600) bo to właśnie ta firma produkowała wzmacniacze dla EV „od zawsze”.

I jeszcze tabelka z wyspecyfikowanymi mocami i prądami tego wzmacniacza, które to dane potwierdziły w pełni moje pomiary:

To są rzetelne, uczciwe informacje, czyli coś, co dziś zdarza się już coraz rzadziej. I nic dziwnego, że te wzmacniacze trzymają cenę, choć nie są już produkowane. Zwracam również uwagę, że podawana jest również moc tracona i moc cieplna (BTU/hr), co jest bardzo rzadko specyfikowane przez producentów.

Zapraszam za jakiś czas, bo nie chcę obiecywać, że już za miesiąc.

Piotr Peto

P.S:

Jeśli ktoś zechce skomentować wpis, nie widzę przeszkód.

 

Komentarze:

  • Przemysław Waszkiewicz

    Świetny materiał edukacyjny. Powinien być pokazywany w szkołach kształcących dźwiękowców.
    Pozdrawiam Piotrze!

  • prezespmp Post author

    Dzięki Przemku. Jak wiesz, „od zawsze” prowadzę działania na polu edukacyjnym, więc cieszę się, gdy ktoś czasem to doceni. Ten wpis jest dość „skromny” w porównaniu z poprzednim, w który włożyłem nieporównywalnie większy wkład pracy, ale może dzięki temu jest łatwiej „przyswajalny” i kto wie, czy nie pójdę w przyszłości tą drogą:)
    Pozdrawiam serdecznie i przypominam, że zawsze można w komentarzu podać link na stronę komentującego, więc pozwolę sobie to zrobić samodzielnie, żeby zobaczyć jak zadziała, bo np. w Księdze Gości jest jakiś błąd z tym związany:
    https://www.offstage.pl/index.php?a=600&b=pl

Dodaj komentarz

Wyświetlenia od Września 2016: 150177    Użytkownicy online: 4