PMP Pro Audio

Riderowcy i nie tylko, czyli o inwestowaniu w sprzęt

Felieton do pobrania w formacie .doc (100 KB)

Riderowcy i nie tylko, czyli o inwestowaniu w sprzęt

————

We wrześniu 2022 roku firma PMP „dyskretnie” obchodziła 30 lecie swojej działalności, co znalazło odzwierciedlenie w korekcie wyglądu firmowej strony głównej, na której wprowadziłem nieco inną grafikę i trochę zmodyfikowałem część opisową.

Ponieważ  ostatni materiał w zakładce Felietony opublikowałem równo rok temu, pomyślałem sobie, że po raz kolejny, po tej dość długiej przerwie, podzielę się z czytelnikami garścią refleksji o sytuacji w branży nagłośnieniowej – zarówno z punktu widzenia użytkowników sprzętu jak i jego producentów, do których w skromnym zakresie sam mogę się zaliczyć i to już od ponad 3 dekad. Tym razem ograniczę się wyłącznie do tekstu, nie dołączę żadnych zdjęć i nie padnie nazwa żadnej firmy.  Jest to celowe działanie, ponieważ nie chcę żadnemu producentowi robić antyreklamy, że o reklamie nie wspomnę. Oczywiście ta uwaga nie dotyczy PMP, szczególnie w sytuacji, gdy z kontekstu wynika, że jest się czym pochwalić.

Oto więc moja ocena sytuacji panującej w branży nagłośnieniowej latem 2023, choć oczywiście  wiele spostrzeżeń z tekstu poniżej dotyczy również przeszłości.

Osoby związane profesjonalnie z branżą czasem udzielają wywiadów dla prasy specjalistycznej i powtarzającym się motywem są w nich kwestie techniczne, bo oczywiste jest, że od jakości i sprawności sprzętu w dużej mierze zależy efekt końcowy ich pracy. Nie ukrywam, że w pewnym stopniu do napisania tego felietonu zainspirował mnie właśnie taki wywiad z moim kolegą, Przemkiem Waszkiewiczem, właścicielem firmy OffStage:

https://muzykaitechnologia.pl/przemyslaw-waszkiewicz-rozmowa-z-wlascicielem-firmy-offstage/

W 2007 roku to właśnie Przemek zaproponował mi napisanie czegoś dla miesięcznika Muzyka i Technologia, co potem przerodziło się w stałą współpracę, której owoce w postaci artykułów mojego autorstwa dostępne są w zakładce Technika. Był również uprzejmy jakiś czas temu wpisać się do mojej księgi gości, więc zainteresowani mogą przeczytać, co właściciel poważnej firmy nagłośnieniowej sądzi o niszowych produktach PMP.

I jeszcze materiał video, gdzie Przemek bardzo ciekawie opowiada o swoim sprzęcie:

https://www.infomusic.pl/artykul/57715,milosc-od-pierwszego-uslyszenia-alcons-audio-lr7-w-firmie-offstage

W księdze gości znajduje się także całkiem nowy wpis innego klienta PMP, Pawła Zyśka, który również zaczynał swoją przygodę z dźwiękiem od nabycia mojej aparatury, a obecnie prężnie rozwija firmę Soundstream, o której można sobie przeczytać choćby tutaj:

https://pl-pl.facebook.com/najlepszydzwiek

Bezpośrednio nad tym wpisem pojawił się jeszcze jeden, w którym „objawił” się kolejny, 3 już właściciel tej aparatury, kupionej pierwotnie 16 lat temu.

A teraz przechodzą już do zasadniczego tematu:

Właściciele większości, a w zasadzie chyba wszystkich  dużych czy nawet średniej wielkości firm nagłośnieniowych podkreślają, że rynek „wymusza” używanie aparatury „riderowej” czyli takiej, którą akceptują realizatorzy współpracujący z artystami. Oczywiście nie jest to żadna „nowość”, bo można powiedzieć, że tak było „od zawsze”, o ile nie będziemy się cofać pamięcią do bardzo zamierzchłej przeszłości. To bardzo komfortowa sytuacja dla producentów, gdyż mogą niemal dowolnie kształtować ceny na zasadzie, że klient i tak kupi, bo nie ma wyjścia. Tzn. może co prawda wybierać spośród kilku czy nawet kilkunastu firm o uznanej renomie, albo próbować wyposażyć się w sprzęt, którego wytwórca aspiruje do pierwszej ligi, co jednak wcale nie musi oznaczać mniejszych wydatków. Moim zdaniem prowadzi to stosunkowo często do „patologii” gdy np. pasywna paczka głośnikowa kosztuje powiedzmy 25 tysięcy zł, podczas gdy zastosowane w niej przetworniki można kupić w detalu za nieco ponad 3 tysiące i nawet gdyby produkcja obudowy i całej reszty kosztowała drugie tyle, to i tak producent ma co najmniej czterokrotne „przebicie”. To zresztą żaden „rekord” bo jakiś czas temu oglądałem prosty, pasywny subwoofer, który kosztuje 6x więcej niż użyty w nim głośnik i choć obudowa ze sklejki zrobiona jest bardzo przyzwoicie, to nie sądzę, aby całość warta była aż tyle. Ale to jeszcze nic, bo jeden z moich znajomych posiada bodaj 6 odsłuchów pasywnych z koaksjalnymi głośnikami 12″ (z których dwa już zdążyły się „kompromitująco” uszkodzić) i cena takiej niewielkiej paczki to coś ok. 3 tysięcy. Tyle że nie złotych, a Euro. To faktycznie złoty interes, bo sam głośnik tej klasy jaki użyto w zestawie śmiało można kupić za mniej więcej 2 tys. zł. W tym miejscu warto zauważyć, że choć krajowi producenci pod tym względem są nieco mniej „pazerni”, to jednak proporcje cenowe powoli się wyrównują, skoro np. za subwoofer z głośnikiem za 1800zł trzeba zapłacić u jednego z nich ok. 5 tysięcy, a sub z dwoma takimi głośnikami to już wydatek bez mała dwukrotnie większy. Smaczku sprawie dodaje fakt, że niektóre firmy „bez skrępowania” kopiują niemal 1:1 rozwiązania zachodniej konkurencji w zakresie konstrukcji obudów, czego np. nigdy, w całej swojej historii nie zrobiła firma PMP. Oczywiście takie praktyki miały miejsce już dawno temu, nawet w czasach mojej młodości,  ale jednak czymś innym jest, gdy ktoś skopiuje sobie taką paczkę na własny użytek, a czymś innym, gdy robi to producent i w ten  sposób pomija całą ścieżkę badań, eksperymentów itp. czynności koniecznych do tego, aby optymalnie dopasować obudowę do przetworników z którą ma współpracować. No ale to nie mój problem i nie zamierzam oceniać aspektów „moralnych” tego typu działań. Jestem człowiekiem dość starej daty i pewnie trochę inaczej „wychowanym” więc siłą rzeczy zwracam uwagę na takie kwestie, które dla kogoś innego mogą być bez znaczenia. Jednak nie da się ukryć, że takie kopiowanie może być bardzo kuszące i jeśli wykona się identyczną obudowę i zastosuje taki sam przetwornik, to zestaw powinien zagrać dokładnie tak samo jak oryginał. Przy dobrych chęciach i odpowiednim samozaparciu i umiejętnościach można nawet pokusić się o wykonanie wersji lepszej niż fabryczna, stosując np. wyższej jakości materiały konstrukcyjne (sklejki też bywają bardzo dobre, niezłe lub całkiem fatalne), lepszą technologię łączenia ścianek (popularne zszywki to totalna porażka), albo bardziej odporne na uszkodzenia wykończenie (np. Poliurea zamiast Warnexu). Oczywiście producenci-kopiarze raczej nie pójdą to drogą, bo zarezerwowana jest ona głównie dla hobbistów-amatorów, choć określenie „amator” nie musi mieć w tym wypadku negatywnych konotacji. I co najważniejsze, nawet tak „amatorsko podrasowana” obudowa będzie zazwyczaj wielokrotnie tańsza niż produkt fabryczny po odjęciu od ceny kosztów przetworników. Z tym, że ta uwaga dotyczy wyłącznie sprzętu z wyższych półek, bo nie da się raczej nic zaoszczędzić, kopiując sprzęt z grupy budżetowej.

Wracajmy jednak do riderów:

Jeśli taki riderowy sprzęt faktycznie stanowi jakąś „wartość dodaną” i jego posiadanie i wykorzystywanie daje właścicielowi możliwość w miarę szybkiego spłacenia rat kredytu i zaistnienia lub umocnienia swojej pozycji na rynku, to pewnie można pogodzić się z faktem, że trzeba było za niego bardzo słono zapłacić.  Jednak trzeba zachować czujność, bo dziś niestety bywa również tak, że znane logo niekoniecznie musi gwarantować najwyższą jakość i dotyczy to np. tych firm, które poprzez różne przekształcenia własnościowe zachowały co prawda nazwę, ale jakość pozostała już tylko wspomnieniem starych, dobrych czasów. Przywołam w tym miejscu przykład 2 znajomych firm, które jakiś czas temu zainwestowały w zaawansowane systemy liniowe producenta, który przez wiele lat miał status „kultowego” i który właśnie zalicza się do wymienionej grupy. Już przy pierwszych imprezach pojawiły się poważne problemy z subami, gdyż zainstalowane w nich głośniki wyraźnie „nie dawały rady” i w krótkim czasie większość uległa uszkodzeniu. Ponieważ wyegzekwowanie gwarancji okazało się trudne, właściciele tego sprzętu, którzy przecież musieli grać imprezy, na własny koszt wymienili wszystkie przetworniki na głośniki  innego producenta i z tego co wiem, grają na nich do dziś, na tych samych końcówkach, presetach itd. Co gorsza okazało się, że również głośniki średniotonowe ulegały dziwnym awariom w postaci urywania się wyprowadzeń z cewki, a z kolei w driverach pękały membrany. Sprzęt co prawda nadal pracuje, ale większość przetworników została w nim wymieniona, co byłoby nie do pomyślenia w czasach największej popularności tego producenta, który znany był właśnie ze stosowania głośników z bardzo wysokiej półki.

O podobnych sytuacjach pisałem już wiele razy, nawet w tej zakładce, więc nie będę przywoływał kolejnych przykładów, choć ciągle ich przybywa w mojej praktyce. Podam może  tylko dwa „z ostatniej chwili”: otóż zadzwonił do mnie kolega, który wykorzystuje w swojej pracy sprzęt topowego producenta z USA i spytał, czy mógłbym zająć się regeneracją 18″  głośników z subów. Sprzęt pracuje już kilkanaście lat i okazuje się, że ok. 30 głośników należałoby „odnowić”. Jak to się ma do faktu, że np. moje głośniki często wytrzymują ćwierć wieku intensywnej eksploatacji, przechodząc czasem z rąk do rąk kolejnych właścicieli? Zawieszenia nie siadają, membrany nie wykazują żadnych oznak zużycia, a cewki nawijane płaskim drutem na karkasach z włókna szklanego są praktycznie wieczne i po ćwierć wieku wyglądają tak, jakby wczoraj zostały wyprodukowane. Inny kolega opowiadał mi, że był świadkiem, jak paczka znanej, topowej firmy urwała się z zawiesi i z kilku metrów spadła na scenę, rozsypując się w drobny mak – ścianki oddzielnie, głośniki oddzielnie itd. Jak to się ma do kilku „incydentów” z moimi obudowami, które potrafiły bez uszkodzeń przetrwać wypadnięcie z busa, albo urwanie się przyczepy od haka? Ja akurat wiem dlaczego tak się dzieje, bo przez wiele lat nie tylko sam projektowałem obudowy, ale też własnoręcznie je wykonywałem i wiem np. że stosowanie sklejki o grubości 12 mm (nawet do obudowy subwo0fera), że o łączeniu ścianek obudowy na zszywki nie wspomnę, to efekt rządów księgowych i mam z tego tytułu osobistą satysfakcję, gdyż nigdy żadnych księgowych nie zatrudniałem i to ja decydowałem o tym, jak i z czego wykonywałem swoją aparaturę. W tym kontekście warto zauważyć, że ile się orientuję, żaden większy krajowy producent nie  wykonywał w dawnych czasach obudów we własnym zakresie – z wyjątkiem firmy, której właściciel ma stolarnię i cała reszta jest właściwie „dodatkiem” do tej działalności. Poniekąd jest to zrozumiałe, bo przy większej skali produkcji należy zainwestować w profesjonalne oprzyrządowanie, posiadać odpowiednie pomieszczenie no i ludzi, którzy zagwarantują odpowiednią jakość pracy. Dlatego wygodniej było zlecać takie usługi mniej lub bardziej „kumatym” stolarzom, choć niekoniecznie ktoś, kto np. robi meble, jest dobrym wyborem jeśli chodzi o zestawy głośnikowe. Ale w przypadku PMP,  przy bardzo niewielkiej skali produkcji, wykonywanie obudów samodzielnie miało sens i pozwoliło również na zdobycie wielu doświadczeń, które potem można było wykorzystać choćby do oceny wyrobów „konkurencji”.

Wrócę jeszcze do firm pretendujących do czołówki, gdyż często bywa tak, że choć jeszcze  nie są zbyt znane, to starają się jakoś wyróżnić i konkurować nie tylko jakością, ale czasem i ceną. Uważam, że warto zainteresować się taką ofertą, bo gdy taki producent z czasem wypłynie na szersze wody,  to może się okazać, że nie będzie już szans na różne atrakcyjne „promocje” a większa skala produkcji niekoniecznie musi skutkować lepszą jakością. Z drugiej strony patrząc oczywiste jest jednak to, że gdy firma sprzedaje stosunkowo niewielkie ilości zaawansowanego sprzętu, o ciekawych, oryginalnych rozwiązaniach technicznych, to siłą rzeczy przy kalkulowaniu ceny musi uwzględnić duże koszty badań i wdrożenia do produkcji, co skutkuje większą ceną jednostkową wyrobu. Dlatego bywa również tak, że sprzęt firm stosunkowo mało znanych jest horrendalnie drogi, a ich właściciele uważają, że klient zapłaci za „elitarność” i czasem tak się właśnie dzieje.

PMP to też swego rodzaju „elita” choćby dlatego, że mojej aparatury nie można było nigdy kupić w sieci sklepowej, ale ważniejsze jest to, że do dziś, czasem po ćwierć wieku i dłużej, wiele z wyprodukowanych przeze mnie sprzętów nadal służy ich właścicielom, często bez żadnej awarii i oczywiście szczególną rolę odrywają tutaj wytwarzane z własnych podzespołów firmowe głośniki.

Kolejną kwestią, którą chciałbym poruszyć, jest dość powszechna wśród producentów tendencja do oferowania rozwiązań kompleksowych, co skutkuje „wymuszaniem” na klientach zakupu całych, kompletnych systemów, wyposażonych w firmowe peryferia, a jeśli dana firma nie ma np. w ofercie własnych końcówek mocy, to zaleca wyroby któregoś ze znanych producentów i jednocześnie nie udostępnia presetów na wzmacniacze innych firm, choćby te nie ustępowały jakością tym, które akurat dana firma preferuje. To z kolei rodzi kolejne patologie cenowe, bo topowych producentów wzmacniaczy jest zaledwie kilku i dzięki temu mogą np. sprzedawać końcówki, za cenę których jeszcze nie tak dawno można było kupić nowy samochód popularnej klasy. Niektóre z tych wzmacniaczy firmowane są logo producenta aparatury, choć oczywiście zazwyczaj (jeśli nie zawsze) wnętrze tych końcówek nie różni się od „oryginału” a jedyną wartością dodaną mogą być właśnie presety, opracowane zgodnie ze specyfikacją producenta zastawów głośnikowych.

Taki opis, jaki można znaleźć na stronie jednej ze stosunkowo młodych firm w branży, dziś należy raczej do rzadkości:

Wzmacniacze ******** nie są markowymi produktami innych firm, ale są opracowywane i produkowane we własnym zakresie zgodnie z naszymi standardami i kryteriami dotyczącymi kompatybilności, niezawodności, możliwości drogowych, łatwości obsługi i elastyczności. Zapewnia to doskonałą koordynację naszych produktów ze sobą w celu uzyskania jak najlepszej wydajności. Wzmacniacze nadają się zarówno do użytku w trasie, jak i do instalacji stałych. Wzmacniacze można również dokupić osobno. Śmiało porównaj je ze swoim obecnym wzmacniaczem i przekonaj się sam.

Jednak firmy nagłośnieniowe raczej chwalą opisane nieco wyżej podejście, bo dzięki temu konfiguracja aparatury jest dużo prostsza – w zasadzie wystarczy zastosować firmowe presety i sprzęt „gra” – bez wnikania w niuanse. Oczywiście nadal pozostaje pole popisu dla realizatora i niestety wcale nie tak rzadko zdarza się, że taki realizator dzięki swojej „inwencji” jest w stanie wręcz „zmasakrować” brzmienie dobrze zestrojonej aparatury, a „odium” spada oczywiście na firmę nagłośnieniową, która dostarczyła sprzęt na imprezę. To jest zresztą temat zasługujący z pewnością na oddzielne omówienie o które być może kiedyś się pokuszę, bo sprzęt to jedno, a ekipa techniczna i realizatorzy to czynniki w równej mierze decydujące o efekcie finalnym. Ba, śmiem twierdzić, że jest to czasem czynnik wręcz decydujący i bywa tak, że dobry realizator „ukręci” przyzwoite brzmienie nawet na sprzęcie średniej klasy, a zły może położyć imprezę nawet na topowej aparaturze. Być może zabrzmi to jak „oczywista oczywistość” ale warto zdawać sobie sprawę z faktu, że o jakości dźwięku na przodach, oprócz tych czynników o których już wspomniałem, w dużej mierze decydują źródła sygnału ze sceny.  Nie pomoże najlepszy realizator i mikrofony z wysokiej półki, jeśli np. perkusja będzie źle nastrojona i „sama z siebie” nie będzie dobrze brzmiała, nie da się uzyskać dobrego brzmienia z instrumentów, jeśli muzycy nie panują nad swoim warsztatem pracy, albo jeśli wokalista (prezenter itp) trzyma mikrofon w odległości 20cm od ust. Koszmarem akustyków są również muzycy z dużymi ubytkami słuchu co wcale nie należy do rzadkości, bo jeśli np. perkusista nie  słyszy się dobrze w bardzo skutecznym odsłuchu o mocy 2kW i twierdzi, że odbiera dźwięk głównie poprzez „wibracje” to siłą rzeczy zagłuszy wszystkich kolegów na scenie, a ci z kolei, aby też się słyszeć, podkręcają swoje wzmacniacze, albo domagają się zwiększenia poziomu dźwięku w odsłuchach i na scenie robi się mały armagedon. Co prawda obecnie coraz częściej stosowane są indywidualne odsłuchy douszne, ale nie każdemu to odpowiada,  a poza tym, w przypadku większej ilości wykonawców na scenie, wymaga stosowania rozbudowanych, wielotorowych linii monitorowych. Oczywiście profesjonalne firmy nagłośnieniowe „ogarniają” takie tematy, ale jasne jest, że zwiększone wymagania i standardy w prosty sposób przekładają się na wzrost kosztów, które generuje profesjonalnie zorganizowana impreza.

Na zakupy do topowych firm mogą jednak udać się wyłącznie ci, dla których estrada to „być albo nie być”, a pozostali muszą szukać kompromisu między ceną a jakością, co czasem bywa dość złożoną kwestią, szczególnie dla osób, które nie są dobrze zorientowane w pewnych niuansach sprzętowych. Przy okazji warto sobie zdawać sprawę z faktu, że dystrybutorzy wielu firm zatrudniają na etatach sprzedawców mniej lub bardziej znanych realizatorów i taki realizator siłą rzeczy będzie preferował sprzęt firmy, której produkty sprzedaje. Ba, często bywa tak, że na innym sprzęcie po prostu nie będzie chciał grać i to niezależnie od tego, że ten inny wcale nie będzie gorszy. Kolejną, choć niezwykle ważną kwestią jest serwis takiej aparatury i trzeba wiedzieć, że nie zawsze wygląda to różowo, o czym co i rusz dowiaduję się od kolegów z branży. Wydawałoby się np, że jeśli kupuje się mikser za kilkadziesiąt tysięcy, to nawet po dość długim okresie eksploatacji powinna istnieć możliwość jego naprawy, a okazuje się, że wcale nie musi tak być i takie przykłady można mnożyć. Niektóre serwisy krajowe w ogóle nie naprawiają określonych grup sprzętu i odsyłają go albo do producenta, albo do innych centrów serwisowych zlokalizowanych poza granicami kraju, co oczywiście zwiększa koszty i wydłuża czas oczekiwania na usługę. Dlatego przez zakupem zawsze warto zapoznać się z warunkami gwarancji danego dystrybutora, bo po takiej lekturze czasem można się bardzo zdziwić.

To tyle, jeśli chodzi o sprzęt z najwyższej półki, a  teraz poświęcę trochę miejsca tym, którzy niekoniecznie chcą  inwestować w aparaturę riderową, gdyż te „chęci” w dużej mierze zależą przecież od możliwości finansowych.

Pierwszą kwestią którą chciałbym poruszyć jest to, że w przeciwieństwie do dużych systemów liniowych i innych, służących do celów profesjonalnych, rynek mniejszych nagłośnień w dużym stopniu opanowały zestawy aktywne, co równie często bywa wygodą jak i zmorą użytkowników takiej aparatury. O zaletach paczek aktywnych nie będę się rozpisywał, gdyż są powszechnie znane. Jednak warto wiedzieć, że obecnie sytuacja rynkowa jest taka, że b. trudno znaleźć tego typu urządzenia o akceptowalnej jakości, a ich awaryjność to koszmar nie tylko użytkowników ale i serwisów, gdzie często 80% wszystkich reklamacji dotyczy właśnie takich wyrobów. Dlaczego tak się dzieje? Otóż większość zestawów aktywnych wyposażana jest już od dość dawana w bardzo zawodne zasilacze impulsowe i dotyczy to zarówno firm typu „krzak” jak i producentów o kilkudziesięcioletnim stażu rynkowym, których logo zna każdy, kto obraca się na estradzie. Jakby tego złego było mało, często w takim sprzęcie wykorzystywane są przetworniki bardzo podłej jakości, a obudowy to kolejna słaba strona, choć jako nowe wyglądają całkiem atrakcyjnie. Ponieważ nie da się w prosty sposób zmierzyć mocy takiego zastawu, a pomiar SPL jest o wiele bardziej skomplikowany niż w przypadku paczki pasywnej i współpracującej z nią końcówki, producenci wykorzystują to do „wciskania kitu” i bywa, że robią to z bardzo bezczelny sposób, a nabywca kupuje taki sprzęt w dobrej wierze w logo firmowe. Dzięki takiemu podejściu, producent o światowej renomie może np. oferować aktywną paczkę basową z głośnikiem 18″ o mocy rzekomo 700W, ze połowę ceny pasywnego suba 15″ innej, nawet niezbyt znanej firmy, który spełnia wysokie standardy jakościowe, albo za 1/4 ceny aktywnego suba 18″ jednego z krajowych producentów, wyposażonego w klasowy wzmacniacz i głośnik. Nie muszę chyba dodawać, że komponenty przywołanej jako przykład paczki są zupełnie”bezklasowe”, tym bardziej, że opisywałem już takie przypadki nie raz.

Zaprezentuję teraz moją opinię na temat sensowności zakupu zestawów aktywnych, abstrahując od czynników o których wspomniałem wyżej, czyli od ryzyka, że w przypadku awarii takiego sprzętu często okazuje się, że naprawa jest albo zupełnie nieopłacalna i jeśli upłynie okres gwarancji (a warto wiedzieć, że szczególne jej warunki niekoniecznie muszą dotyczyć paczki jako całości), to często sprzęt nadaje się jedynie do utylizacji:

W tym miejscu zwrócę uwagę na fakt, że firma PMP (poza małym, jednostkowym epizodem) nigdy nie  oferowała zestawów aktywnych i dzięki temu uniknęła wielu problemów jakie się z tym wiążą. Piszę o czasach, gdy stosowano jeszcze powszechnie klasyczne, niezawodne zasilacze transformatorowe i takie konstrukcje, o ile były dobrze zaprojektowane i wykonane, bywa, że pracują bezawaryjnie do dziś. Oczywiście wiele problemów związanych z koniecznością instalacji wzmacniacza w obudowie głośnikowej  (jak choćby wibracje, chłodzenie itp.) istniało „od zawsze” i nic się w tym zakresie nie zmieniło w czasach współczesnych.

Z mojego punktu widzenia współczesna paczka aktywna ma jedną, główną zaletę, czyli niewielką zazwyczaj masę, często mniejszą, niż analogicznej mocy zestaw pasywny. Oczywiście bardzo często jest to również  ważny czynnik dla potencjalnego nabywcy i z tym nie zamierzam dyskutować. Nie zamierzam również uwzględniać w tym kontekście zestawów klasy opisanej przeze mnie choćby tutaj:

Zestaw-głośnikowy-500-

Jednak należy sobie zdawać sprawę z faktu, że takiego sprzętu jest na rynku zatrzęsienie i nabywając go, przyczyniamy się głównie do zanieczyszczenia środowiska.

Ogólnie rzecz biorąc, paczki aktywne mają rację bytu wówczas, gdy nie zamierzamy rozbudowywać niewielkiego zestawu i gdy chcemy maksymalnie uprościć jego obsługę na zasadzie „plug & play”. Podobnie jak w przypadku zakupu inaczej skonfigurowanej aparatury, podstawą decyzji zawsze powinna być jednak relacja ceny do jakości. Powyżej pewnej „psychologicznej” bariery (oczywiście dla każdego innej) zakup zestawów aktywnych moim zdaniem nie ma sensu. Dlaczego? Ano dlatego, że te faktycznie dobre (że nie wspomnę o topowych) są na tyle drogie, że zdecydowanie korzystniej wychodzi zakup paczek pasywnych i niezależnych końcówek. Najłatwiej przeanalizować tę kwestię w odniesieniu do subów. Za cenę jednego subwoofera aktywnego wysokiej klasy, renomowanego producenta (co wcale nie oznacza, że pozbawionego wad o których już wcześniej wspomniałem) można spokojnie kupić niezłą końcówkę i 2 pasywne suby, albo zakupić same głośniki i zlecić wykonanie obudów. To rozwiązanie pozwoli w bardzo prosty sposób powiększyć zestaw o 2 kolejne suby, bo każda końcówka może pracować na oporności 4 Ohm. Poza tym, stosując zewnętrzny wzmacniacz o znanej i zweryfikowanej mocy i odpowiednio dobrane głośniki mamy gwarancję, że ta moc jest rzeczywista, a nie wzięta „z czapy” i wyspecyfikowana w katalogu wyłącznie do celów marketingowych. Oczywiście potrzebne będą również górki, ale i w tym przypadku sytuacja wygląda podobnie, jeśli chodzi o aspekty techniczno-finansowe. Niezbędny będzie również crossover lub cyfrowy procesor głośnikowy, ale dzięki temu uzyskamy nieskończenie więcej możliwości kształtowania brzmienia i prawdziwy system bi-amp, 0 którym to rozwiązaniu pisałem już 25 lat temu:

systemy bi-amp_EiS_01_98

Na zdjęciu poniżej prezentuję skonfigurowane w firmie PMP racki z końcówkami i procesorami, które mogą obsłużyć zarówno prosty zestaw dwudrożny, jak i system bi-amp, oraz prawdziwy zestaw trójdrożny, gdzie każdą sekcję zasila oddzielny wzmacniacz:

 

Jestem w stanie bez trudu udowodnić, że za cenę porównywalną lub tylko nieco większą, niż koszt obecnie oferowanych 2 paczek aktywnych firmy, która „sprzedała” się pewnemu konsorcjum, mogę zaoferować mobilny zestaw złożony z  suba z głośnikiem 15″ i dwóch dwudrożnych paczek z głośnikami 12″ + rack z crossoverem i dwoma końcówkami o łącznej mocy 1000W RMS, który to komplet nie da najmniejszych szans tym paczkom o mocy wziętej z kosmosu – ani właśnie pod względem rzeczywistej mocy, ani skuteczności, ani nawet moim zdaniem pod względem brzmienia, choć to zawsze jest czynnik subiektywny.  Zaś jeśli chodzi o niezawodność i gwarancję, to przepaść jest jeszcze większa. Są też oczywiście w handlu zestawy aktywne dużo droższe, np. takie, gdzie za cenę 2 paczek z głośnikami 15″ topowej wówczas firmy  byłem w swoim zaoferować zestaw do dużej dyskoteki, gdzie porównanie oczywiście tym bardziej wypadło na moją korzyść. Oto przykład sprzed lat, choć nie jest to bardzo odległa przeszłość:

https://www.youtube.com/watch?v=78YwwO3JMlM

Sześć 18″ subów PMP i cztery podwieszone górki 2×10″+driver  zasilane przez końcówki znanego producenta i takiż procesor nagłaśniały z mocą 2.5KW na stronę jedną z największych dyskotek na Wybrzeżu aż do momentu, gdy lokal doszczętnie spłonął 5 lat temu.

Jeśli miałbym coś doradzać w kwestii zakupu zestawu aktywnego to uważam raczej, że od pewnego pułapu cenowego szkoda na taką inwestycję pieniędzy i to zarówno powyżej jak i poniżej jakiejś kwoty, którą definiuje wielokrotnie już przeze mnie podnoszona relacja ceny do jakości. Inaczej mówiąc, zupełnie nie warto inwestować w sprzęt „no name” –  niezależnie od tego, jakie logo na nim widnieje, ale również nie warto przepłacać za sprzęt firmowany przez różnych znanych producentów, którzy wykorzystują koniunkturę i „modę” na taką aparaturę. Zapewne niejeden potencjalny klient zadałby mi w tym momencie pytanie, co w takim razie mógłbym polecić w oparciu o swoje doświadczenia. Wtedy odparłbym, że sugeruję poszukać czegoś sprawdzonego o klasycznej konstrukcji (czyli z zasilaczem transformatorowym), z klasowymi głośnikami, może używanego, oczywiście z zastrzeżeniem, że taki sprzęt może być już mocno zużyty i że zapewne leki nie będzie. W tym miejscu kółko się zamyka, więc często odpowiadam, żeby sobie paczkami aktywnymi głowy nie zawracać, co w zasadzie kończy temat.

Jeszcze jedną kwestią jest opcja łączenia paczek aktywnych i pasywnych i często bywa to całkiem niezłym rozwiązaniem pod warunkiem, że system zostanie właściwie skonfigurowany. Np. mając zestawy szerokopasmowe zasilane z oddzielnej końcówki, można doposażyć je w aktywny sub i optymalnie da się to połączyć wówczas, gdy taki sub będzie posiadał wyjście po crossowerze na satelity. Jeśli nie, należy wyposażyć zestaw w zewnętrzny crossover.

To chyba wszystko w tym odcinku, choć na koniec zaproszę jeszcze osoby zainteresowane do lektury nawiązującego do tematu cyklu moich artykułów opublikowanych kilka lat temu w miesięczniku LiveSound & Instalation:

Kupujemy sprzet1

Kupujemy sprzet2

Kupujemy sprzet3

A już na sam koniec, trochę wbrew temu co deklarowałem na początku, pokażę na jakim sprzęcie czasem nadal pracuje się w Polsce, korzystając z faktu, że 3 tygodnie spędziłem w czerwcu w sanatorium w Iwoniczu. Oto link na kamery zainstalowane w tym kurorcie, gdzie można sobie zobaczyć scenę, która jakiś niedawno została zakupiona na potrzeby lokalnego ośrodka kultury i stoi tam przez cały sezon:

https://iwonicz-zdroj.pl/kamery-on-line/

Jak widać,  to profesjonalna scena znanego producenta o wymiarach 10×8, zadaszona i chyba była to dobra inwestycja, bo biorąc pod uwagę koszty wynajmu takiego wyposażania na dobę, pewnie zwróci się przez dwa sezony. Natomiast byłem trochę zaskoczony tym, jaką aparaturą ekipa dysponuje na tej scenie, bo za całe nagłośnienie robią 2 stareńkie aktywne suby Mackie schowane na czas imprezy pod podestami i 2 paczki 2×15″+ driver nieistniejącej już od lat firmy ZECK, zasilane z popularnej w swoim czasie końcówki krajowego producenta z Łodzi. Poniżej kilka fotek na dowód, że mówię prawdę:

 

Całość uzupełnia stosunkowo nowy nabytek, czyli mikser o symbolu X32 z peryferiami, który jak twierdzą technicy, bardzo zwiększył ich możliwości w zakresie obsługi imprez. A reszta? No cóż, jak usłyszałem, sprzęt daje radę, nie psuje się, więc czego więcej wymagać w sytuacji, gdy z kasą nietęgo? Byłem świadkiem występu zespołu jazzu tradycyjnego w składzie z pełną perkusją i faktycznie, słychać było przyzwoicie, choć zapewne rockowej kapeli taki sprzęt raczej by nie udźwignął. Ale kto by tam w takim miejscu chciał słuchać rockowizny, prawda?

Oto plakat, na którym widać aktualny set wykonawców:

Co ciekawe, Iwonicz dysponuje również bardzo ciekawym amfiteatrem, oddalonym jednak kawałek od centrum, ale za to scena jest większa, zadaszenie i konstrukcja całkowicie drewniana, a dach i boki porastają  krzewy, gdyż są obsypane ziemią. Ciekaw jestem walorów akustycznych tego miejsca ale zdaje się, że dla wygody słuchaczy większość imprez odbywa się jednak na tej scenie w środku miasteczka. Ale miejsce warto pokazać, co też niniejszym czynię, żegnając się do następnego razu:

Piotr Peto

Wyświetlenia od Września 2016: 145947    Użytkownicy online: 4